konkurs link

newsletter

  • 23.9.2019, Imieniny obchodzą: Tekla, Bogusław
 
 

Wąsko i z atrakcjami – relacja z czterodniowego spływu Rawką

Wąsko i z atrakcjami – relacja z czterodniowego spływu Rawką
Plany na długi czerwcowy weekend mieliśmy od dawna i w żadnej mierze nie obejmowały one spływu kajakowego. Miały być rodzinne rowery dookoła Warszawy, a potem triathlon w Ślesinie. Życie (a dokładniej – kontuzja nogi) zweryfikowało plany i cztery dni przed „godziną zero” zapadła decyzja, że tym razem będziemy rozwijać górne partie mięśni. Trzeba było tylko wybrać rzekę (całkiem prosta sprawa) i namierzyć wypożyczalnię, która byłaby w stanie zaoferować nam dwa dwuosobowe kajaki.
Pierwszy wybór padł na Wdę, jednak perspektywa kilku godzin w samochodzie i tkwienia w korku w drodze powrotnej podziałała zniechęcająco. Pilicę zdyskwalifikowaliśmy w przedbiegach, bo to – cytuję nasze dzieci: „nudna rzeka jest” – szczególnie, jeśli już kilkakrotnie się nią spływało. Jeziorka – za krótka, ledwo na jeden dzień; Wkra – przemierzona w zeszłym roku. W ostatniej chwili przypomnieliśmy sobie, że cztery czy pięć lat temu poznaliśmy przepływającą przez Bolimowski Park Krajobrazowy Rawkę i później raz na jakiś czas przypominaliśmy sobie o niej, ale nie złożyło się jeszcze, by nią spłynąć (prócz pamiętnego wiosłowania w górę rzeki od Kamiona, by później spłynąć z powrotem do tej miejscowości).
 
Rzeka wybrana, zostało już tylko znalezienie kajaków. Tak się złożyło, że nie tylko my wpadliśmy na pomysł spędzenia długiego weekendu na wodzie, więc poszukiwania zajęły trochę czasu. Na szczęście w końcu dodzwoniliśmy się do firmy Ekoturyzm, która wypożycza kajaki i zawozi je na rzeki na Mazowszu i w okolicy. Zarezerwowaliśmy dwa Sprintery (odporne, całkiem wygodne, znane nam z poprzednich spływów) i dowóz z Bolimowskiej Wsi, gdzie zostawić mieliśmy samochód, do Kurzeszyna, z którego planowaliśmy rozpocząć spływ.
 
Spływ Rawką Kurzeszyn
Przed wypłynięciem w Kurzeszynie
 
Zapakowaliśmy wszystkie potrzebne rzeczy – namiot, karimaty, śpiwory, kuchenkę gazową, menażkę i kilka innych elementów kempingowych w nasze rowerowe sakwy i worki Crosso – wodoodporne i – jak się okazało, równie dobrze co na rowerach, sprawdzające się w kajakach. Tak wyposażeni mogliśmy ruszyć w drogę. Z Bolimowskiej Wsi – już z kajakami na przyczepie, zostaliśmy zawiezieni do Kurzeszyna (po drodze utknęliśmy na chwilę na drodze, którą szła właśnie procesja), gdzie załadowaliśmy worki do kajaków, podzieliliśmy się na dwie drużyny – inaczej niż zazwyczaj ja płynęłam z Igą, a Łukasz z Adą. Jak się już niedługo miało okazać, było to jedyne słuszne rozwiązanie.
 
Wiedzieliśmy, że Rawka to rzeka wąska (szczególnie w górnych partiach) i obfitująca w różnego typu przeszkody – nawodne, podwodne i nadwodne – jednak nie spodziewaliśmy się, że pierwsza z nich czeka nas kilka metrów po zwodowaniu kajaków. 
 
Spływ Rawką
Niektóre przeszkody wymagały wyjścia obu osób z kajaka
 
Od samego początku musieliśmy zmagać się z rozmaitymi trudnościami. Raz przeciągać kajak ponad zwalonym drzewem, co wiązało się z opuszczeniem jednostki przez jednego lub oboje załogantów; innym razem – przepływać pod powalonymi konarami, co nie raz zakończyło się guzem na głowie (szczególnie Ada nazbierała ich sporo); jeszcze innym razem przenosić kajak po brzegu, co było zdecydowanie najgorsze, bo wyładowane ekwipunkiem jednostki ważyły naprawdę dużo.
 
Po kilkudziesięciu minutach od startu powoli zaczęliśmy przyzwyczajać się do tego, że na Rawce nie jest lekko. Że nie ma mowy o napiciu się wody czy zjedzeniu kanapki, bo zwyczajnie warunki na to nie pozwalają. Rzeka wymaga ciągłego skupienia i nieprzerwanej aktywności, inaczej może czekać śmiałków niemiła niespodzianka.
 
Z Kurzeszyna popłynęliśmy do Dolecka – ten pierwszy odcinek spływu był zdecydowanie najdłuższy. I choć w przypadku Rawki podawanie długości w kilometrach mija się z celem, bo taka jest kręta i nieprzewidywalna, to podejrzewamy, że było to ok. 16-17 km. Pokonanie tego dystansu zajęło nam ok. 6 godzin. Pod koniec nerwowo już wypatrywaliśmy miejsca, w którym można by było zejść na brzeg i rozbić namiot. Niestety nic z tych rzeczy – pionowy, zarośnięty trzciną i trawami brzeg nie dawał wielkich nadziei. Aż tu całkiem niespodziewanie, za kolejnym zakrętem, zauważyliśmy kolorowe namioty i wyciągnięte na brzeg kajaki. Okazało się, że dopłynęliśmy do Dolecka, a miejsce, w którym się znaleźliśmy to dom weselny (w prawdziwie koszmarnym stylu), na którego zapleczu raz na jakiś czas zatrzymują się kajakarze. Była możliwość skorzystania z toalety, więc nie ma co narzekać. 

Spływ Rawką
W Dolecku
 
Doświadczenie spływu Wkrą, kiedy to pół nocy próbowaliśmy zasnąć na polu namiotowym, na którym większość osób w upojeniu alkoholowym wrzeszczała na całe gardło niecenzuralne słowa kazało nam sądzić, że i tym razem sen będzie wyzwaniem. Nie pomyliliśmy się, choć tym razem, mimo że głośno, było bardziej kulturalnie. 
 
Drugiego dnia rano zbudził nas nie tylko upał, ale też całkiem wyspane głosy współnocujących (jak niektórzy to robią, że wystarczają im 4 godziny snu?). Cóż było robić. Zjedliśmy śniadanie, złożyliśmy namiot, zapakowaliśmy się do kajaków i ruszyliśmy w drogę. Naszym celem był Kamion, a trasa miała być znacznie krótsza od tej pokonanej pierwszego dnia. I rzeczywiście, wystarczyło około 5 godzin, by dotrzeć do celu. W Kamionie znajduje się zalew i zapora, więc trzeba wyciągnąć kajaki i przenieść je ok. 20 metrów do rzeki. Korzystając z okazji, udaliśmy się do sklepu po wodę, chleb, warzyw i lody, bo upał dawał się we znaki. 

Spływ Rawką młyn w Sulęcinie
Stary młyn w Sulęcinie, przenoska
 
Znów pojawiła się kwestia noclegu. Wiedzieliśmy, że spotkani poprzedniego wieczoru kajakarze z Krakowa planują zatrzymać się tuż po przenosce, na polanie po lewej stronie rzeki (niektórzy sądzili nawet, że będzie tam pole namiotowe z jakimiś udogodnieniami – nie było), postanowiliśmy się spróbować znaleźć coś nieco dalej, by tym razem mieć szansę na wyspanie się. Przepłynęliśmy pod szosą łączącą Skierniewice z Warszawą i rozglądaliśmy się za dogodnym miejscem. Pojawiło się dość szybko – zadrzewione, ze skoszoną trawą (co ułatwiło rozstawienie namiotu), w pasie oddzielającym rzekę od ogródków działkowych. Szybko rozstawiliśmy obozowisko, zjedliśmy obiado-kolację i skorzystaliśmy z okazji, by odpocząć. Cisza, spokój, zacienione miejsce – to pozwoliło nam przespać 12 godzin i rano z nową energią wyruszyć w dalszą drogę.

Spływ Rawką, nocleg za Kamionem
Nocleg "na dziko" za Kamionem
 
Trzeciego dnia planowaliśmy przepłynąć z Kamiona do Bud Grabskich. Wiedzieliśmy, że tam możemy się spodziewać pola namiotowego. Po drodze rzeczywiście było jedno – Ośrodek Sosenka, jednak zdecydowanie wcześniej, niż planowaliśmy się zatrzymać na noc. Później był jeszcze Ośrodek Turystyki Kajakowej, Rowerowej i Wypoczynku Grabskie Sioło, jednak odległość od wody (musielibyśmy nieść kajaki kilkaset metrów) oraz informacja, że szykuje się nocna impreza, skutecznie nas zniechęciły. 

Spływ Rawką, Skierniewice-Rawka
Za mostem, Skierniewice-Rawka
 
Po dopłynięciu do Bud Grabskich, gdzie Łukasz po opróżnieniu kajaków pokonał jaz, by nie przenosić naokoło, znów potrzebowaliśmy uzupełnić zapasy wody i pieczywa. Okazało się, że najbliższy sklep jest oddalony o ok. 1,5 km, co w normalnych warunkach nie stanowiłoby żadnego problemu. Jednak wysoka temperatura, palące słońce, a przede wszystkim mokre, nasiąknięte wodą buty przeznaczone do chodzenia po wodzie, a nie asfalcie, zniechęcały nas do podjęcia akcji. Na szczęście znalazł się uprzejmy człowiek, który zapytany o wskazówki, jak dotrzeć do sklepu, zaoferował podwózkę w obie strony.
 
Spływ Rawką, Budy Grabskie
Jaz pod mostem można było pokonać kajakiem
 
Ze świeżą aprowizacją mogliśmy wyruszyć przed siebie. I znów nadszedł moment, by znaleźć miejsce na rozbicie namiotu. Brzeg był dość wysoki, a rzeka biegła przez łąki. Kiedy więc dostrzegliśmy możliwość wyciągnięcia kajaków (nie bez trudności, ale zawsze), długo się nie zastanawialiśmy. Założenie obozowiska wymagało wygniecenia wysokiej, pylącej właśnie trawy.
 
Spływ Rawką
Chwilowa radość ze znalezienia miejsca na nocleg

Kiedy już wszystko było gotowe, a obiad zjedzony, nadjechał rolnik na ciągniku i w nieznoszących sprzeciwu mocnych słowach (i gestach) kazał nam natychmiast opuścić jego łąkę. Próbowaliśmy użyć racjonalnych argumentów, ale żaden nie przemówił do rozzłoszczonego obszarnika. Nie pozostało nam nic innego, jak błyskawicznie złożyć namiot i opuścić to miejsce (zajęło nam to nie więcej niż 20 min…).

Spływ Rawką
W szczerym polu...
 
Na szczęście w przypływie wściekłości rolnik – pomiędzy niecenzuralnymi słowami – wyrzucił z siebie, że zaraz jest gospodarstwo agroturystyczne. I rzeczywiście – przepłynęliśmy zaledwie kilkaset metrów i zobaczyliśmy żółtą tablicę z numerem telefonu. Po krótkiej rozmowie właściciel gospodarstwa – i otaczającej go łąki – zgodził się, byśmy rozbili namiot przy brzegu. Niestety nie było już tak komfortowo, bo ani jednego drzewa, a do tego muchy i komary nie znały litości. Gdy tylko słońce przestało nas przypalać, postanowiliśmy się położyć, bo wiedzieliśmy, że czeka nas wczesna pobudka.

Spływ Rawką
Rzeka staje się szersza
 
I rzeczywiście rano zerwało nas słońce – postanowiliśmy więc nie tracić czasu, zebraliśmy się szybko i ruszyliśmy w stronę Bolimowskiej Wsi. Rzeka stawała się coraz szersza i mniej nieprzyjazna, choć nadal mocno meandrowała. Po ok. 3 godzinach dotarliśmy na wysokość Joachimowa Mogiły, gdzie wzdłuż brzegu pobudowane są domy letniskowe z pięknym widokiem na rzekę. Po drodze musieliśmy znów wyciągnąć kajaki z wody, by ominąć jaz. Tym razem odcinek do pokonania po brzegu był wyjątkowo długi, a zejście do wody – strome i nieprzyjemne. Potem jeszcze czekało nas przepłynięcie pod autostradą – co ciekawe, słyszeliśmy ją już od jakiegoś czasu, ale ciągle nie było jej widać. Rzeka tak kręciła, że gdy byliśmy już po drugiej stronie, nagle wyglądało na to, że zaraz znów przeniesie nas z powrotem. 

Spływ Rawką
W takich workach nic nie zmoknie
 
Po około 4,5-5 godzinach od startu dotarliśmy do Bolimowskiej Wsi, gdzie mieliśmy zdać kajaki i gdzie czekał nasz samochód. Ci, którzy płynęli dalej (a spotkaliśmy takich), znów musieli wyciągnąć je z wody i przenieść kawałek.
 
Co ciekawe, choć pogoda była sprzyjająca, a weekend długi, ruchu na Rawce nie odnotowaliśmy. Spotkaliśmy zaledwie 2 duże ekipy płynące w kilka kajaków i 3 mniejsze grupki. Z naszego punktu widzenia to bardzo dobrze, gdyż liczba przenosek, przepychanek, przepływanek i innych przeszkód przy większym natężeniu ruchu mogłaby doprowadzić do totalnego zakorkowania rzeki.
 
Wybierając się na spływ Rawką należy pamiętać, że na niemal całej długości płynie ona przez park krajobrazowy, dlatego nie ma co liczyć na udogodnienia, stanice, pola namiotowe czy nawet przygotowane miejsca do wyciągnięcia kajaków. Trzeba się nastawić na dziką przyrodę i spartańskie warunki. Niezbędne jest więc własne wyposażenie kempingowe i aprowizacja, a także odpowiednie buty do wchodzenia do wody – co zdarza się bardzo często – oraz szybkoschnące ubranie.
 
Tak jak przed zetknięciem z rzeką, po przeczytaniu kilku opisów w Internecie pełna byłam obaw, jak to będzie – czy zdarzy się wywrotka, czy znajdziemy miejsce na nocleg, tak już po krótkim czasie wiedziałam, że lepiej nie mogliśmy wybrać. Chcieliśmy wyzwań i otrzymaliśmy je, a z drugiej strony to, że Rawka jest wąska, płytka i niezbyt rwąca, daje swego rodzaju poczucie bezpieczeństwa. Dlatego z czystym sumieniem mogę polecić spływ tą krętą rzeką każdemu, kto lubi się trochę natrudzić i kto nie boi się zwalonych drzew i kryjących się pod powierzchnią konarów. Jak pokazuje nasz przykład, można też płynąć z dziećmi – szczególnie takimi, które otwarte są na przygodę i chętne do współpracy. A jeśli nawet nie są, to Rawka gwarantuje, że po krótkiej chwili zaczną współpracować – i to z przyjemnością.
 
Dzień 1
Kurzeszyn – Doleck
Dzień 2
Doleck – Kamion
Dzień 3 
Kamion – Budy Grabskie
Dzień 4 
Budy Grabskie – Bolimowska Wieś

Koszt wypożyczenia kajaków: 45 zł/os/dzień
Koszt transportu: 100 zł

Kajaki wypożyczyliśmy tutaj:
 
Opublikowano w: Sporty wodne

Czytaj także

Pływanie - sport dla wszystkich

Pływanie to dyscyplina sportu, która ma wiele oblicz - od zabawy i rozrywki na basenie, przez pływanie w celach rehabilitacyjnych, aż do pływania wyczynowego, związanego z rywalizacją w każdej grupie wiekowej. Pływać można przez cały rok, w czasie wakacji na świeżym powietrzu w morzu i jeziorach, zimą na krytych pływalniach oraz w aqua parkach. Pływanie może być świetną formą integracji rodzinnej.

Wakacyjne Spotkania Kajakowe Młodzieży

Wakacyjne Spotkania Kajakowe Młodzieży to tradycyjna już propozycja Stowarzyszenia Instruktorów i Trenerów Kajakarstwa dla najmłodszych. Dotychczas odbyło się pięć edycji spotkań, wszystkie bardzo pozytywnie ocenione nie tylko przez uczestników, ale także Sanepid i Kuratorium Oświaty. Obóz dedykowany jest lubiącym aktywny wypoczynek, nowe wyzwania i dobrą, zespołową zabawę.

Wkrą do Narwi, czyli kajakiem po Mazowszu

Od kiedy jakiś czas temu wybraliśmy się na kajaki na Rawkę, zdarzyło nam się już kilka razy wiosłować po rzekach Mazowsza. Sierpniowy długi weekend postanowiliśmy spędzić na poznawaniu kolejnej rzeki – Wkry, a przy okazji zahaczyliśmy też o Narew.

Windsurfing z dziećmi, czyli rodzina na deskach

Ponieważ zaczęliśmy z mężem pływać na desce dopiero, gdy nasz starszy syn miał 2 lata, tematy "dziecko" i "windsurfing" były w naszej rodzinie zawsze ze sobą splecione. Ktoś może powiedzieć, że windsurfing to sport kawalerski, który wyklucza podróżowanie z rodziną. Nieprawda - trochę chęci, trochę inwencji i zdecydowanie da się to zorganizować.

Pływanie dla każdego - Swim for Life

Pływanie to jedna z najlepszych form aktywności fizycznej, odpowiednia dla osób w każdym wieku. Poprawia nie tylko kondycję fizyczną, lecz również jest świetnym lekarstwem na stres. W przypadku dzieci jest ono wskazane, gdyż pomaga w kształtowaniu prawidłowej postawy ciała, szczególnie w okresie dojrzewania.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

UWAGA! Ten serwis używa plików cookies i podobnych technologii. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na to. Więcej informacji o plikach cookies w dziale Regulamin.