konkurs link

newsletter

  • 25.3.2019, Imieniny obchodzą: Maria, Wieńczysław, Ireneusz
 
 

Niemcy, Szwajcaria i Austria w tydzień, czyli rowerami wokół Jeziora Bodeńskiego

Jezioro Bodeńskie Jezioro Bodeńskie fot. Ewa Świerżewska
Po wielu wyprawach mieszanych, czyli takich, gdzie podróże rowerowe łączyliśmy z przejazdami samochodem, i objechaniu w ten sposób z dziećmi niemal całej Danii, fragmentów Szwecji, Litwy, Łotwy i Estonii, przyszedł czas na wyprawę w 100 proc. na dwóch kółkach. Kilkudniowe pobyty na jednym kempingu i kilkudziesięciokilometrowe wycieczki rowerowe zastąpić chcieliśmy codziennym pokonywaniem sporych dystansów i poznawaniem każdego dnia innych miejsc i korzystaniem z kolejnych kempingów. 
Po długich poszukiwaniach optymalnego kierunku wybraliśmy Niemcy. Zależało nam na znalezieniu szlaków okrężnych, czyli takich, które zaczynają się i kończą w tym samym miejscu, a to ze względu na konieczność powrotu do samochodu, który planowaliśmy zostawić na pierwszym kempingu lub w jego pobliżu. Z dziesiątek propozycji do gustu najbardziej przypadły nam dwa – Szlak Pięciu Rzek i trasa wokół Jeziora Bodeńskiego. Na pierwszy ogień poszła Bawaria, a drugi tydzień (z jednodniową przerwą na poszukiwanie, po spektakularnej eksplozji, opon do przyczepki w Monachium) – spędziliśmy okrążając Jezioro Bodeńskie i przy okazji zaliczając trzy kraje.
 
Jezioro Bodeńskie

W przeciwieństwie do kempingu, na którym rozpoczęliśmy naszą rowerową przygodę w Niemczech (w Berg, ok. 40 km od Norynbergi na Szlaku Pięciu Rzek), zostawiając samochód na tydzień pod czujnym okiem właścicielki, na tym nad Jeziorem Bodeńskim nie było takiej możliwości ze względu na niewielką powierzchnię i duży ruch turystyczny. Na szczęście w Wasserburgu znaleźliśmy kilka bezpłatnych miejsc parkingowych w pobliżu stacji kolejowej i tam postanowiliśmy zaparkować auto.
 
Jezioro Bodeńskie
 
Wyruszając w drogę, podobnie jak zazwyczaj, nie mieliśmy dokładnie zaplanowanych noclegów na kempingach, danego dnia decydowaliśmy, gdzie się zatrzymamy – takie podejście było możliwe dzięki temu, że kempingi rozlokowane są wokół Jeziora Bodeńskiego bardzo gęsto. W ten sposób w sześć dni pokonaliśmy 332 km, byliśmy w trzech państwach, zobaczyliśmy niezwykłe wodospady na Renie, wiele pięknych miasteczek i innych atrakcji, które zachwyciły nie tylko dzieci, ale i nas.
 
Dzień 1
68 km
Wasserburg – Friedrichshafen – Meersburg – Ludwigshafen

Po spakowaniu całego dobytku do sakw i przyczepki, odstawieniu samochodu na parking, ruszyliśmy na północny-zachód. Pogoda postanowiła nas rozpieszczać (jak cały poprzedni tydzień podczas pierwszej części wyprawy) – w trzydziestostopniowym upale i pełnym słońcu, po nieco ponad 20 km jazdy, dotarliśmy do pierwszego tego dnia celu – Friedrichshafen. Prowadziły nas do niego pojawiające się co jakiś czas na niebie sterowce – to w mieście tym w 1908 roku hrabia Ferdinand von Zeppelin rozpoczął budowę tych statków powietrznych, które stanowią obecnie wielką atrakcję turystyczną.
 
Muzeum Zeppelina Friedrichshafen

Muzeum Zeppelina

Punktem obowiązkowym jest Muzeum Zeppelina, w którym spędzić można wiele godzin. Dzięki licznym eksponatom i prezentacjom multimedialnym poznajemy tam historię sterowców i ich twórców. Wiele ciekawostek i miejsc, w których można eksperymentować, to wielka atrakcja dla młodszych i starszych – do tego stopnia, że ani dzieciom, ani nam, nie chciało się stamtąd wychodzić.
 
Muzeum Zeppelina

Muzeum Zeppelina

Muzeum Zeppelina

Jednak musieliśmy jechać dalej. Minąwszy zielone winnice, dotarliśmy do zlokalizowanego na wzgórzach, uroczego miasteczka Meersburg, z którego widać było szwajcarski brzeg Jeziora Bodeńskiego (miejscowość Konstancja - Konstanz, która znajduje się na granicy dwóch państw), a potem na kemping w Ludwigshafen.

Meersburg, Jezioro Bodeńskie

Meersburg, Jezioro Bodeńskie

Meersburg, Jezioro Bodeńskie

Dzień 2
60 km
Ludwigshafen – Konstancja – Markelfingen
 
W linii prostej Ludwigshafen i Markelfingen dzieli zaledwie kilkanaście kilometrów w poprzek półwyspu wchodzącego w Jezioro Bodeńskie. My wybraliśmy jednak dłuższą drogę, prowadzącą wzdłuż linii brzegowej (raz przy samym jeziorze, czasem w pewnej odległości).
 
Jezioro Bodeńskie

Niestety tuż po starcie przytrafił się nam nieprzyjemny wypadek, z którego na szczęście obie jego uczestniczki, czyli Iga i ja, wyszłyśmy bez poważniejszych obrażeń (nie licząc zdartego łokcia i kolana Igi, stłuczonego piszczela i uszkodzonego nerwu w lewej ręce – u mnie). Chwila grozy i niepewność, czy kość przedramienia jest cała, nie przeszkodziły nam w dalszej jeździe – jak na złość, w bardzo pofałdowanym terenie. Założyliśmy, że jeśli po dotarciu do pierwszego celu, czyli miejscowości Konstancja, ręka (zabezpieczona bandażem elastycznym) będzie spuchnięta lub zasiniona, udamy się do lekarza. Na szczęście nic takiego się nie zdarzyło, choć ból towarzyszył mi jeszcze kilka miesięcy po powrocie z wyprawy. 
 
SeaLife
 
Dużą atrakcją tego dnia była wizyta w „Sea Life” – oceanarium stworzonym z myślą o dzieciach, gdzie na każdym kroku czekają elementy edukacyjne – ciekawostki i zadania do rozwiązania – po niemiecku i angielsku. Z bliska podziwialiśmy ogromne żółwie, rekiny, a nawet pingwiny, a dodatkowo wyszliśmy z dużą porcją wiedzy.

SeaLife

SeaLife

Dzień 3
60 km
Markelfingen – Stein am Rhein – Langwiesen (Szwajcaria)
 
Ten dzień obfitował w niezwykłe przeżycia estetyczne, a także niespodziankę. Pierwszą część dnia pedałowaliśmy w Niemczech, później niespodziewanie znaleźliśmy się w Szwajcarii.
 
Stein am Rhein
 
Powitało nas niepowtarzalne Stein am Rhein z domami pokrytymi malowidłami. Tam właśnie kończy się Jezioro Bodeńskie, a dalej można jechać wzdłuż Renu.
 
Wzdłuż Rebu
 

Choć nie mieliśmy tego w planach, postanowiliśmy zboczyć nieco z trasy, by zobaczyć największy pod względem przepływu wodospad Europy – Rheinfall, położony na przełomie Renu w miejscowości Neuhausen am Rheinfall w Szwajcarii.

Rheinfall w Szwajcarii

Rheinfall w Szwajcarii

Smaczku dodaje fakt, że nad wodospadem góruje zamek Laufen. Dotarcie do celu wiązało się z koniecznością wspinania się szutrową drogą, co w pewnym momencie sprawiło, że dziewczynki musiały wpychać przyczepkę pod górę. 
 
Wzdłuż Renu
 
Noc spędziliśmy na kempingu nad rzeką, dzięki czemu nadarzyła się okazja do kąpieli w Renie. 
 

Kąpiel w Renie

Dzień 4
66 km
Langwiesen – Uttwil
 
Wciąż w Szwajcarii, wróciliśmy nad Jezioro Bodeńskie i kilkadziesiąt kilometrów jechaliśmy niemal nad samą wodą, podziwiając wielkość zbiornika i nieliczne jachty, które mimo braku wiatru wypłynęły na akwen. 
 
Jezioro Bodeńskie
 
Trasy rowerowe w Szwajcarii

Upał nam już nieco doskwierał, dlatego kąpielisko na kempingu zostało wykorzystane, choć mało przejrzysta woda nie za bardzo zachęcała do pływania.
 
Dzień 5
58 km
Uttwil - Bregenz
 
Przedostatni dzień naszej wyprawy zaczęliśmy w Szwajcarii, a zakończyliśmy w Austrii. W połowie dystansu dotarliśmy do miejscowości Rorschach, w której znajduje się dolna stacja kolei szynowej, jadącej do Heiden.
 
Jezioro Bodeńskie
 
Zabytkowe wagony z drewnianymi ławami – takie, jakie jeździły niemal 140 lat temu (kolej powstała w 1875 roku) – same w sobie stanowią dużą atrakcję. A gdy dochodzą do tego niezwykłe widoki roztaczające się z góry – np. panorama jeziora – nie ma wątpliwości, że warto przeznaczyć trochę czasu na taką wycieczkę.
 
Jezioro Bodeńskie
 
 
Jezioro Bodeńskie

Tego dnia czekało nas przekraczanie granicy szwajcarsko-austriackiej i wzmogliśmy czujność, by znów nie przegapić zmiany kraju, tak jak to się wydarzył kilka dni wcześniej. Na szczęście tym razem zauważyliśmy tablicę, która informowała, że wjeżdżamy na terytorium Austrii.

Jezioro Bodeńskie

Dzień 6
20 km
Bregenz – Wasserburg
 
Głównym punktem programu miał być Alpenwildpark Pfӓnder – park dzikich zwierząt zlokalizowany na jednym ze szczytów wznoszących się nad Bregenz. Dotrzeć tam można pieszo oznaczonym szlakiem albo kolejką linową.

Jezioro Bodeńskie

Ze względu na ograniczony czas, wybraliśmy tę drugą opcję. Zarówno w wagoniku, jak już po dotarciu na szczyt, widok zapierał dech w piersiach. Ale nie jest to jedyna atrakcja, jaka czeka tam na turystów. Mogą podziwiać dzikie zwierzęta na dużych, naturalnych wybiegach, a także wziąć udział w pokazie współdziałania ludzi i drapieżnych ptaków.
 

Park dzikich zwierząt Bregenz

Bregenz Jezioro Bodeńskie
 
Dodatkową atrakcją dla miłośników rowerów jest możliwość zjazdu z Pfӓnder do Bregenz – oczywiście najpierw trzeba pojazd wwieźć na górę kolejką. Nie skorzystaliśmy z tej możliwości ze względu na sakwy i przyczepkę.
 
Park Dzikich Zwierząt Bregenz

Bregenz Jezioro Bodeńskie
 
Ostatnim ważnym punktem na trasie była miejscowość Lindau – już na terytorium Niemiec.

Lindau Jezioro Bodeńskie

Lindau Jezioro Bodeńskie

Lindau Jezioro Bodeńskie

Pięknie zdobione budynki, latarnia morska i lew przy wejściu do miejskiego portu były idealnym podsumowaniem tej wyprawy, którą zakończyliśmy kilka kilometrów dalej, w Wasserburgu, gdzie czekał na nas cierpliwie samochód.
 
Jeszcze tylko przenocowaliśmy na kempingu, który znaliśmy sprzed kilku dni – i trzeba było wracać do domu. Szkoda było opuszczać Jezioro Bodeńskie, które z czystym sumieniem możemy polecić wszystkim turystom rowerowym. 

Z pokonanych 332 km większość przypadała na ścieżki rowerowe biegnące poza szosami, choć zdarzało się nam także jechać po pasach wydzielonych na ulicach, jak i po drogach razem z samochodami. Przez cały czas czuliśmy się jednak bezpiecznie, gdyż kierowcy zwracają uwagę na rowerzystów. 

Trasa jest dobrze oznakowana na całej długości, a baza noclegowa – zarówno kempingi, jak i hotele różnej kategorii – bogata. 

Koszty noclegów na kempingu dla naszej rodziny wahały się od 20 do 34 euro. Kempingi są bardzo dobrze wyposażone, na przeważającej większości do dyspozycji turystów jest kuchnia, pralka, płatne wi-fi.

tekst i fot. Ewa Świerżewska

Mapy:
Bodensee-Radweg (bezpłatna mapa, którą można wziąć na kempingach i w biurach informacji turystycznej)
Bodensee 1:50 000, ADFC-Regionalkarte, BVA
 
Opublikowano w: Rowery

Czytaj także

Warszawa, Kraków i okolice na dwóch kółkach – recenzja rowerowych przewodników wyd. Bezdroża

Rowerzystów przybywa w Polsce jak grzybów po deszczu, szczególnie dobrze widać to w miastach. Nie dziwi więc, że na rynku pojawiają się specjalne mapy i przewodniki rowerowe. Wydawnictwo Bezdroża oddało do rąk czytelników dwa poręczne, wygodne do zabrania w trasę przewodniki: po Warszawie i okolicach oraz po Krakowie i okolicach – obydwa aktualne i godne polecenia.

Rodzinna majówka na rowerach – propozycje SportowejRodziny.pl na majowy weekend

Przed nami długi majowy weekend, który warto wykorzystać na rodzinne wycieczki rowerowe. Choć nie uda nam się przedstawić chociażby namiastki z wielu atrakcyjnych rejonów Polski, mamy nadzieję, że wybrane przez nas zestawienie będzie dla was inspiracją i spędzicie majowy weekend aktywnie w gronie rodzinnym.

Kask rowerowy ABUS Urban I - Test

Jeszcze kilka lat temu nie przypuszczałam, że założę kask do uprawiania jakiegokolwiek sportu. Myślałam sobie: "Dzieci, oczywiście, kask obowiązkowo, ale ja?". Najpierw przełamałam się w sprawie kasku narciarskiego, później był kask do jazdy na rolkach, aż wreszcie przyszedł moment, że zdecydowałam się na jazdę w kasku na rowerze. Stałam się zwolenniczką kasków do tego stopnia, że na początku 2013 roku zainicjowałam Akcję społeczną "Bez kasku nie jadę!", promującą bezpieczeństwo dzieci (i nie tylko) podczas uprawiania sportu. Zatem z przyjemnością przyjęłam od dystrybutora do testowania kask Urban I - lekki miejski kask niemieckiej firmy ABUS.

Finisz sezonu z Poland Bike XC w Legionowie

Poland Bike drugi raz w tym roku zawitał do Legionowa. W maju z LOTTO Poland Bike Marathon, a tym razem z Poland Bike XC. Trzeci, finałowy etap tego nowego cyklu, organizowanego pierwszy raz przez Grzegorza Wajsa, został rozegrany w pięknej jesiennej i co ważne, słonecznej scenerii. W ostatnich tegorocznych zawodach ścigało się blisko 200 miłośników jazdy na rowerach górskich.

Zamek i palmy, czyli okolice Góry Kalwarii na rowerze

Jesień to świetny czas na rowerowe wycieczki - nie jest już tak gorąco, jak w lecie, a długość dnia wciąż pozwala, by spędzić kilka godzin poza domem. W pierwszą październikową sobotę wybraliśmy się z Wilanowa na południe - do Góry Kalwarii, Czerska i Pęcławia. Trasa o łącznej długości 77 km - w znacznej mierze nam znana, znów świetnie się sprawdziła. Tym razem podziwialiśmy uginające się pod owocami gałęzie jabłoni, a także traktory zwożące jabłka do skupu.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

UWAGA! Ten serwis używa plików cookies i podobnych technologii. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na to. Więcej informacji o plikach cookies w dziale Regulamin.