konkurs link

newsletter

  • 18.1.2020, Imieniny obchodzą: Piotr, Małgorzata
 
 

Trzy w jednym - rozmowa

Trzy w jednym - rozmowa
Myślę, że dla mnie największym plusem uprawiania amatorskiego triathlonu jest moja przemiana związana z pływaniem. Teraz jestem bardziej świadoma własnych ograniczeń, mówię o nich głośno oraz stawiam im czoła – mówi Ewa Bodio-Ziółkowska w rozmowie z Ewą Świerżewską.
Jak zaczęła się twoja przygoda ze sportem? 

W podstawówce trenowałam lekkoatletykę - sprinty, sztafety, skok w dal, oszczep - w sopockiej Spójni. Zaczęło się od pozalekcyjnych SKS-ów. Pamiętasz coś takiego w szkołach? Byłam szybka i gibka. Wołali na mnie: „Wiatr we Włosach”. Lubiłam też sporty drużynowe, takie jak piłka ręczna czy koszykówka, walczyłam o każdy punkt dla szkoły i byłam twarda. Z wielką czułością wspominam ten czas. Młodzieńczy sport ukształtował w dużej mierze moją wytrwałość. Stąd tak bardzo zależy mi na tym, aby zaszczepiać umiłowanie do sportu dzieciom. 

Potem w liceum przerwa z jednym zrywem pośrodku, kiedy zatęskniłam do ruchu. Chodziłam na basen, przemierzałam na piechotę setki kilometrów oraz trochę biegałam z psem wieczorami po przyblokowym boisku. Na studiach długo, dłuuuuugo nic..., a potem znowu dłuuuuugo nic. W 2012 r. w mojej ówczesnej firmie aż 22 osoby wzięły udział w Biegu Niepodległości. Zaciekawiło mnie to. Przeczytałam, że są prowadzone firmowe treningi. W dniu 4 grudnia (pamiętam!) poszłam na pierwszy firmowy trening biegowy. To był koszmar. Nie byłam w stanie przebiec jednego kilometra bez zatrzymania. Dyszałam jak parowóz. Wróciłam za biurko zła, prawie z płaczem, zziębnięta, z mokrymi butami: „ Co ja sobie myślałam! Bieganie, i w to śniegu?!”. Następny tydzień - kumpel pyta: „Będziesz dzisiaj"? A ja jakoś odruchowo: „Tak!”. Dopiero potem refleksja: „Że jak??? Nigdzie nie idę. Zimno, mokro. Brrrr!” Przyszła godzina 17.00 zerkam na buty sportowe pod biurkiem. „A niech to, idę!” Wróciłam znowu mokra i z lodowatym nosem. I w ten sposób zaczęłam tamtej zimy biegać. Była ciężka, długa i mokra. To była ta zima gdy mieliśmy śnieżne pisanki na Wielkanoc 2013 r. Pod koniec lutego trener mówi: „Jak wytrzymasz ten sezon zimowy, to wytrzymasz wszystko". Śnieg zniknął pod koniec kwietnia. Przetrwałam. Poczułam bluesa w czerwcu podczas biegu ulicznego kobiet „Samsung Irena Women’s Run”. Zrobiłam wtedy 5 km w 38 minut. Zacięłam się i we wrześniu 5 km zrobiłam już w 27 minut. Celem było 10 km na Biegu Niepodległości. Zrobiłam równo w godzinę, wpadłam na metę i się popłakałam z tych emocji i radości. W międzyczasie zgubiłam 12 kg… No i się zaczęło usportowione życie!

A kiedy zdecydowałaś, że teraz czas na triathlon? 

Udział w pierwszym triathlonie był spontaniczny. Dystans 1/8 Iron Garmin Triathlon Stężyca w 2015 r. (0,5 km pływanie, 20 km rower, 5 km bieg). Piękne otoczenie. Dystanse - da się przeżyć. Ogólnie 1/8 IM jest idealny na debiut i sprawdzenie, czy w ogóle triathlon komuś się spodoba. Nie trzeba w nic inwestować, tylko ewentualnie wypożyczyć piankę, jak się boisz wody. Pianka dodaje poczucia bezpieczeństwa, utrzymuje lepiej na wodze. Jak jest bardzo ciepło i ktoś świetnie pływa, może bez pianki. Rower można wziąć ten, co się ma, i start! U mnie poważnym problemem były otwarte wody, a właściwie mój paniczny strach przed głęboką wodą w jeziorze i w morzu! Nigdy nie wypłynęłam na środek jeziora ani nie weszłam do wody, jak nie czułam dna albo go nie widziałam. Bałam się też, że coś mnie ugryzie. Wypożyczyłam piankę, niestety najpierw za dużą, potem za ciasną. Zrobiłam test w jeziorze i w morzu przy brzegu. Zanurzyłam głowę i mówię do siebie „Przecież nic nie widzę - jest czarno!” to będzie klapa. Przestraszyłam się, ale powiedziałam sobie, że mam się wziąć w garść. To co mnie zaskoczyło na zawodach, to temperatura. Lipiec. Start był dopiero o godz. 11.30. Było z 32 stopni. Pływanie okazało się z tego wszystkiego najlżejsze i najprzyjemniejsze. Ustawiłam się w ostatnim rzędzie. Przepłynęłam żabką i na grzbiecie. Rowerem dojechałam chyba czwarta od końca, z czego miałam niezły ubaw. Spaliłam się na buraka. Nogi po zejściu z roweru mi się trzęsły. Bieg był masakryczny. Ukończyłam jednak z uśmiechem na ustach i fajną fotką na finiszu na pamiątkę. To, co miało być najlżejsze, było jednak najcięższe. Nieznajomość tematu i brak przygotowania dały mi w kość, ALE BYŁO WARTO!!!  Ten start ustawił moje cele sportowe na 2016 rok. I chyba całą resztę. Triathlon, tak jak wcześniej bieganie - stał się moją odskocznią.

Czy podejmując tę decyzję, wcześniej dużo pływałaś, biegałaś i jeździłaś na rowerze?

Nieregularnie, ale ćwiczyłam wszystkie trzy dyscypliny. Chodziłam na basen średnio raz w tygodniu. Ręce mnie bolały po 10 minutach machania. W ogóle nie miałam techniki. Biegałam 2 razy w tygodniu, ale dość chaotycznie, bez planu. Na rowerze dość regularnie dojeżdżałam do pracy. Robiłam  prawie 100 km tygodniowo. Uporządkowałam to. Zainwestowałam w lekcje pływania. Po ułożeniu sobie celów sportowych na 2016 r. wstąpiłam do klubu triathlonowego i podjęłam regularne treningi indywidualne oraz grupowe pod trenerskim okiem. To, co jest mega, mega fajne we wspólnym trenowaniu, to poznanie nowych, fajnych ludzi z podobnym bzikiem. Kilka razy wyjeżdżaliśmy na obozy sportowe. Czułam się jak na koloniach! To było super!

Która z trzech dyscyplin jest dla ciebie najtrudniejsza, a którą lubisz najbardziej?

Jak zaczynałam, to zdecydowanie pływanie było najtrudniejsze, panicznie się bałam! W tym roku skupiłam się na pokonaniu strachu przed wodą #pokonacstarcha zwłaszcza w morzu. Wymyśliłam sobie, że opłynę 3 mola: w Gdyni, Sopocie i Gdańsku, aby się przygotować do przepłynięcia w morzu 1,5 km podczas lipcowego Triathlon Gdańsk 2016. Tak się bałam tego startu, że użyłam wszystkich swoich sił. Jedno ze zdjęć świetnie oddaje mój nastrój przedstartowy - jeden wielki „zgryz” i strach. Teraz myślę, że dla mnie największym plusem uprawiania amatorskiego triathlonu jest moja przemiana związana właśnie z pływaniem. Teraz jestem bardziej świadoma własnych ograniczeń, mówię o nich głośno oraz stawiam im czoła. 
 
A teraz, co jest najtrudniejsze? 

W sumie żadna z tych dyscyplin nie jest teraz trudna. Połączone razem są wymagające, bo pracują różne mięśnie. Powiedziałabym raczej, że każda z nich jest mniej lub bardziej do wytrenowania. Oczywiście każdy ma pewnie naturalne talenty - ktoś silne nogi, ktoś ręce. Triathlon właśnie dlatego jest taki fajny, że możesz rozkładać siły i uwagę równo pomiędzy wszystkie trzy dyscypliny albo znaleźć  tę „swoją”, która będzie twoją mocną stroną. Może się okaże, że w jednym roku super jest rower, a w kolejnym bieganie?

Łączenie pracy zawodowej, wychowania dzieci i treningów to nie jest łatwe zadanie. Jak sobie z tym radzisz? 

Planuję. Aby osiągnąć cel, muszę dwa razy w tygodniu pływać, dwa razy biegać i co najmniej odbyć jeden trening rowerowy, co daje pięć treningów. Pracuję w godzinach 9.00-17.00. W tym roku, np. plan tygodnia zaczęłam od ustalenia planu lekcji oraz zajęć dodatkowych dzieci. Potem z mężem zaplanowaliśmy aktywności sportowe (dużo biega), tak aby nie zakłócać życia rodzinnego. Aby nie tracić czasu wieczorem, kiedy mamy wspólną kolację albo odrabiamy lekcje, to pływam rano. Śniadanie robi wtedy mąż. Aby spędzać więcej czasu z rodziną, robię często takie 2w1: ja biegnę, syn jedzie na rowerze, ja biegnę, córka na rolkach.

Trenować można również w czasie drogi do pracy. Jeżdżę na rowerze do i z pracy - zajmuje to tyle samo czasu co dojazd tramwajem. Biegam z ludźmi z klubu po pracy raz w tygodniu oraz w weekendy. Także w weekendy „robię” rower. Zimą zdarzało się, że o godzinie 22.00 wsiadałam na trenażer. I to jest wygodna opcja. Czasami dzieci przecierały mi czoło szmatką… Ale staram się nie zażynać. Nie jestem i nie będę zawodowcem. Sport ma być przygodą, zabawą, kształtowaniem wytrwałości, walką ze słabościami, gdzie nagrodą jest realizacja celu. Czasem, który spędza się pożytecznie, „karmiąc” ciało i duszę. Dlatego przygotowuję się do udziału i ukończenia zawodów. Tyle. No chyba, że będę kiedyś walczyć o slota na IM Kona!
 
Co poradziłabyś mamom, które nie znalazły jeszcze sposobu na łączenie ról? Od czego powinny zacząć?

Zależy, czego się chce i czy się wie, czego się chce. Z tym często my, kobiety mamy kłopot. Jak chcesz się zacząć ruszać - załóż buty i wyjdź. Nie rób za dużo ceregieli. Jest wiele modeli rodziny, ale mimo to uprzedź partnera, babcie, nianię: „Potrzebuję wyjść na spacer, pomaszerować, popływać i potrzebuję twojego wsparcia”. Nie chodzi oto, żeby wywracać od razu wszystko do góry nogami, bo wtedy będzie chaos. Zorganizuj siebie i innych małymi kroczkami. A przede wszystkim „wyjdź za furtkę”!
 
Czy dzieci uczestniczą w twojej sportowej pasji? 

Staram się, jak mogę, aby je zachęcić. Różnie z tym bywa. Ostatnio zaczęliśmy z synem biegać, by „łapał” nawyki. Czasami wspinam się na wyżyny perswazji, bo zależy mi na tym, aby chciały ćwiczyć z własnej woli. Czasami nie chcą, ale już w trakcie jazdy na rowerze czy rolkach są zadowolone, że jednak wyszły z domu. Zapisuję je, jeśli chcą, na różne zawody. Podczas Triathlon Gdańsk 2016 wzięły udział w triathlonie dla dzieci. Byłam taaaka dumna!
 
Chciałabyś, żeby dzieci też znalazły sobie swoją dyscyplinę? A może już znalazły?

Bardzo. Syn jest urodzonym pływakiem. Córka też polubiła basen oraz rolki i zrozumiała działanie przerzutek w rowerze. Dzięki temu wyprawy są troszkę mniej męczące. Ostatnio zapaliła się do mojej nowej „zajawki” - skaczących butów: kangoo jumps #kangoojumps. Musisz spróbować. Pójdziemy razem na zajęcia z #kangoorobic!
 
Ewa Bodio-Ziółkowska

Ewa Bodio-Ziółkowska - od niedawna TriMarchewka. Sportowa mama dwójki dzieci, z jednym mężem, dwoma chomikami. Dopinguje biegaczy wraz dziećmi w strojach marchewek. Zachęca dzieci i innych do aktywnego spędzania czasu. Na co dzień stara się połączyć pracę biurową z treningami, odrabianiem lekcji oraz chwilą na czytanie książek. Biega, pływa i jeździ na rowerze. Pierwszy sezon triathlonowy już za nią, ale kolejny przed z nowymi celami. 
 
Opublikowano w: Wywiady

Czytaj także

Bieganie w słusznej sprawie – rozmowa z szefową Drużyny Szpiku, Dorotą Raczkiewicz

Walka ze stereotypami i mitami to dla nas chleb powszedni. Obudzeni w nocy, jak mantrę potrafimy powiedzieć, że oddanie szpiku nie boli i wcale nie odbywa się przez wielką strzykawkę z kręgosłupa. To wydaje się śmieszne, ale niestety takie myślenie panuje w życiu codziennym – mówi Dorota Raczkiewicz, prezes Fundacji Anny Wierskiej "Dar Szpiku” i szefowa Drużyny Szpiku.

Znana dziennikarka sportowa zdradza sposób na szczęśliwe dzieciństwo

Jeśli Twoje dziecko ma problemy z zasypianiem, jedzeniem i wahaniami nastroju, być może po prostu brakuje mu bezcennej dawki aktywności fizycznej. O tym, jak sprawić, by ruch stał się zdrowym nawykiem Twoich maluchów, opowiada Daria Kabała-Malarz, znana dziennikarka sportowa, żona piłkarza Legii Warszawa Arkadiusza Malarza i mama dwóch niezwykle aktywnych 5-letnich bliźniaków, Bruna i Iwa.

Curling, czyli szachy na lodzie - rozmowa z Katarzyną Selwant

W curlingu liczy się wysiłek mentalny, opracowanie strategii, taktyki, przewidywanie ruchu przeciwnika, jednym słowem – myślenie. Dlatego właśnie curling nazywany jest szachami na lodzie  – mówi Katarzyna Selwant, psycholog sportowy oraz reprezentantka Polski na Mistrzostwach Europy w curlingu, która wraz ze swoją drużyną, zdobyła trzykrotnie Mistrzostwo Polski w tej dyscyplinie.

Boks dla wszystkich - rozmowa z Rafałem Jackiewiczem

Zależy mi, aby sport był obecny w życiu dzieci. Jak człowiek trenuje, to też lepiej się czuje – mówi Rafał Jackiewicz, bokser.

Przedszkola narciarskie - na czym polega ich sukces?

Od kilku lat w ofercie większości znanych klubów narciarskich znaleźć można tak zwane przedszkola narciarskie. Powstało też wiele klubów specjalizujących się tylko w tym rodzaju wyjazdów. Postanowiliśmy zbadać, na czym dokładnie polega ta formuła i czemu zawdzięcza swój sukces.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

UWAGA! Ten serwis używa plików cookies i podobnych technologii. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na to. Więcej informacji o plikach cookies w dziale Regulamin.