konkurs link

newsletter

  • 18.1.2020, Imieniny obchodzą: Piotr, Małgorzata
 
 

Kibicujące marchewki – rozmowa

Kibicujące marchewki – rozmowa
Myślę, że momentem przełomowym był Maraton Wrocławski. Wokół ponad trzydziestostopniowy ukrop, a na asfalcie istne piekło. Na 30. km rozdawaliśmy wodę, którą kupowaliśmy na sąsiadującej z trasą stacji benzynowej. Chłodziliśmy biegaczom głowy, ręce, nogi. Dzieciaki biegały jak szalone – mówi Ewa Bodio-Ziółkowska, TriMarchewka.
Ewa Świerżewska: Wolisz startować, czy kibicować?

Ewa Bodio-Ziółkowska: Teraz już jedno i drugie. Ostatnie nasze imprezy i kibicowanie tak mi się spodobały, że będę to jeszcze chętniej kontynuować. Sama mam za sobą kilka startów w biegach ulicznych i w triathlonach. Wiem, jaka to radość i wsparcie, kiedy w połowie biegu słyszysz, jak ktoś klaszcze i woła twoje imię. Albo kiedy po etapie pływackim i kolarskim ludzie wołają, że po prostu dasz radę. To naprawdę miłe, że ludziom się chce stać przy trasie, tarabanić w bębny, grać na gitarze, tłuc w garnki, krzyczeć do zdarcia gardeł czasami i klaskać – być. 
 
Swoją postawą chcę w ten sposób zachęcić innych do symbolicznego działania (zamiast złości na zablokowane ulice) i podziękować za już otrzymane słowa dopingu. Oj, można się wkręcić. Na trasie 10km Oshee Orlen w Warszawie tak się zaangażowałam w to kibicowanie, że nie chciałam wracać do domu i zamierzałam czekać kolejne kwadranse na ostatniego biegacza, aby go motywować.
 
Jak udało Ci się wciągnąć dzieci w kibicowanie?

Hmm, trochę z przypadku. Pierwszy raz porządnie zaczęłam sama dopingować przy trasie na 70.3IronMan Gdynia w 2015. Dzieci „uciekły” wówczas na okoliczny plac zabaw, bo byłam za głośna. Wspólnie kibicowaliśmy pierwszy raz w tym roku w kwietniu. Trasa 10km Oshee Orlen przebiegała koło mojego domu. Biegł mój maż, a ja miałam kontuzję kostki. Mówię sobie: „No nie, już tak blisko jest ta trasa: dzieciaki idziemy pokibicować tacie!”. Rozminęliśmy się wprawdzie z nim, bo przebiegł szybciej niż przypuszczaliśmy (zrobił wtedy życiówkę), ale my zostaliśmy jeszcze ponad godzinę przy trasie. Rozdawaliśmy nasze pierwsze piątki mocy. Dzieciaki początkowo były nieśmiałe. „Mama, daj spokój, nie krzycz tak. Ja się wstydzę”. Z czasem jednak jak zobaczyły, jak biegacze pozytywnie reagują na kibiców i sami do nich wyciągają ręce. Wystawiły więc łapki do przybijania piątek. Nie było jeszcze strojów marchewek. 

Myślę, że momentem przełomowym był Maraton Wrocławski. Wokół ponad trzydziestostopniowy ukrop, a na asfalcie istne piekło. Na 30. km rozdawaliśmy wodę, którą kupowaliśmy na sąsiadującej z trasą stacji benzynowej. Chłodziliśmy biegaczom głowy, ręce, nogi. Dzieciaki biegały jak szalone. Byłam z nich taka dumna, że tak się zaangażowały. „Mamo, mamo, woda mi się kończy”. „Ok, to leć po następną”… „Maamao on mi zabrał caaaałą butelkę”. „Nie szkodzi. Potrzebował. Podzieli się na trasie z innymi. Daj i lej następną!” itd. Mieliśmy radochę, ale też poczucie niesienia pomocy. Biegacze byli zaskoczeni i pomimo ogromnego zmęczenia, słali nam uśmiechy, dziękowali i byli zauroczeni naszym przebraniem. Pogodziliśmy wiele interesów: biegaczom daliśmy wodę, sobie - poczucie spełnienia, a stacji benzynowej podniosłam obroty na wodzie. Dzieci rozumiały, że kibicowanie może być ważne i może komuś pomóc. Teraz są bardziej otwarte.
 
W ilu imprezach już kibicowaliście wspólnie?

Nasza Marchewkowa Moc i rozdawane Witaminy Mocy przydały się w różnych miastach. W sumie obstawiliśmy do tej pory 5 imprez. Śmieję się, że towarzysząc tacie w realizacji jego celu, idziemy po medal Korony Maratonów Polskich, ale… w kibicowaniu. Było nam niezmiernie miło, gdy podczas biegu w Poznaniu kilka osób pamiętało nas już z Wrocławia i Warszawy! Imprezy sportowe to weekendowe wydarzenia rodzinne, bo wyjeżdżamy i spędzamy wspólnie w ten sposób czas, a oprócz biegania zaliczamy aquaparki, odwiedzamy zielone parki, zwiedzamy miasto, biegając miedzy kilometrami na trasie i wyszukujemy najlepsze lody w mieście.

Co Twoje dzieci sądzą o wspólnym kibicowaniu?

Początkowo trochę się wstydziły. Krępowało je, że tak zawracam na siebie uwagę. Tłumaczyłam im, że ja się nie wstydzę i to lubię, że pomagam innym w ten sposób, że dopinguję, dodając uśmiechu i energii. Nie przejmuję się aż tak bardzo tym, co inni powiedzą. Dzieciaki po gorącym Maratonie Wrocławskim czują, że pomagają w ten sposób, że jest to dla biegaczy miłe i widzą, że ludzie dobrze reagują. Przy okazji pokazuję im, że nie można się kierować tym, co sobie ktoś pomyśli, że mnie wyśmieje. Jeśli masz ciekawy pomysł, chcesz coś odlotowego zrobić, co zwłaszcza przysłuży się innym, wzbudzając chociaż jeden uśmiech, poprawiając humor, to warto zrobić z siebie… marchewkę.

Chciałabym zaliczyć z dzieciakami kilka imprez, zanim zakiełkuje w nich jakaś „nastoletnia burza”. Zobaczymy. Nic na siłę. Na mnie możesz liczyć!
 
Kibice

Czym dla Ciebie jest wspólne kibicowanie?

Kibicowanie to przede wszystkim fajna, wspólna zabawa. To też świetna możliwość integracji z innymi ludźmi. Działanie łączące nas rodzinnie na sportowo. W domu mamy coraz więcej różnych amatorskich medali. Pokazuję dzieciom w ten sposób inną stronę sportu, tę po drugiej stronie trasy. To także ciekawa forma planowania wspólnie czasu i realizacji zadania. Musimy zaplanować trasę, gdzie staniemy, jak tam dotrzemy, potem gdzie się przeniesiemy itp.

Podczas maratonu w Poznaniu syn okazał się doskonałym pilotem miejskim, wykazując się szybkim rozeznaniem w topografii miasta, czym mnie miło zaskoczył. Teraz będę go uważniej słuchać. Córka w pewnym momencie zmęczyła się na trasie, to sobie kucnęła i powiedziała: „A teraz Marchewka kiełkuje” - wykazała się pomysłowością w wyjściu z sytuacji. Takie małe rzeczy, a cieszą. 

A skąd wzięły się marchewkowe stroje?

Podczas któregoś z treningów na fali endorfin pomyślałam sobie, że założę fb #trimachewka i zacznę promować w ten sposób aktywne spędzanie czasu, pokonywanie własnych strachów i barier, stawianie i realizację celów czy też wskazywanie tego, że hobby/pasja to ważna sprawa w życiu - głównie na swoim przykładzie. Jak marchewka - to dosłownie. Muszę mieć strój, żeby to podkreślić. Wystartowałam w Biegu Wegańskim, gdzie przebrałam się za marchewkę i to był mój debiut biegowo-marchewkowy dla zabawy. Rodzina wówczas zobaczyła, że mama nie żartowała z tą Ewką MarchEwką TriMarchEwką. Raczej obstawiałam, że będę po prostu #TriMarchewka. Wieczorem po biegu dzieci przebrały się za marchewkę dla wygłupów. Mieliśmy z tego taki ubaw, że zapytałam: „Może też chcecie - mniejsze?”. „Chcemy!”. Kupiłam zatem mniejsze wersje i mówię: „No to co idziemy razem gdzieś pokibicować”. Jako Trimachewka Team. Bez nacisku. Chciałam, żeby chciały same. Inaczej to bez sensu.
 
Jak reagują na Was biegacze?

Super!!! Przemiło. Przewesoło. Przepozytywnie. Przeuroczo. Tyle uśmiechów dostaliśmy, że hej! Myślę, że też ich zaskakujemy. Czasami wybijamy z rytmu, bo biegacz przecierają oczy, czy oby na pewno widział marchewkę /ki. Są bardzo pozytywnie nastawieni. Cieszą się, że coś się dzieje na trasie. Biją nawet brawo. Niektórzy to chcieli marchewki zjeść na miejscu. Nie jesteśmy jedynymi przebierańcami na trasie. Ostatnio był Pan Biedronka - Biedronek. Widziałam też Pandę. Czad. Na Biegu Wegańskim trzymałam się blisko króliczka w parze, żeby było śmieszniej. To wszystko motywuje mnie do dalszego działania. Żeby uczestniczyć w czymś wspólnie i bawić się przy tym. Promować wzajemną sympatię i przy okazji może zaszczepiać w ludziach więcej sportu i humoru.
 
Jakie macie plany kibicowskie na najbliższe miesiące?

Poobstawiamy imprezy w Warszawie, bo to najbliżej. Muszę się z dziećmi naradzić, jak one to dalej widzą. Myślę, że teraz zaproponuję im najbliższy Półmaraton Gdański, ponieważ ja się pochorowałam - nie biegnę, ale może wspólnie pokibicujemy… Na pewno dopniemy Maraton Dębno, ale to pierwszy kwartał 2017 roku, no i liczę na moich domowych kibiców podczas własnych startów.
 
TriMarchewka

Ewa Bodio-Ziółkowska - od niedawna TriMarchewka. Sportowa mama dwójki dzieci, z jednym mężem, dwoma chomikami. Dopinguje biegaczy wraz dziećmi w strojach marchewek. Zachęca dzieci i innych do aktywnego spędzania czasu. Na co dzień stara się połączyć pracę biurową z treningami, odrabianiem lekcji oraz chwilą na czytanie książek. Biega, pływa i jeździ na rowerze. Pierwszy sezon triathlonowy już za nią, ale kolejny przed z nowymi celami. 
 
Opublikowano w: Wywiady

Czytaj także

Czterolatki na łyżwy – rozmowa z Jackiem Tascherem

Nadal rozpowszechniona jest opinia, że będąc dorosłym, jest się chyba już „za starym na łyżwy” (czytaj: ma się ponad 20/30 lat). A co za tym idzie, jest już za późno, aby rozpoczynać. To absolutne nieporozumienie! Każdy moment jest dobry – szkoda tylko straconych, bez łyżew, lat. Wiem to na podstawie mojego długoletniego doświadczenia w nauczaniu – mówi Jacek Tascher, łyżwiarz figurowy, trener.

Żyć wbrew wygodzie i lenistwu – rozmowa z Magdaleną Derezińską-Osiecką

Staram się moje pasje przekazywać synkowi na każdym kroku i każdego dnia. Nie chcę robić nic na siłę i do niczego dziecka zmuszać, ale własnym przykładem pokazać i nauczyć, że sport, bycie na świeżym powietrzu i w górach – to są nieodłączne i naturalne, codzienne elementy życia – mówi Magda Derezińska-Osiecka, v-ce mistrzyni świata i wielokrotna mistrzyni Polski w skialpinizmie.

Uwielbiam latać – rozmowa z Szymonem Godźkiem

Nigdy nie miałem i nie mam trenera. Sam się wszystkiego nauczyłem. W Internecie analizowałem dużo filmów z rowerowymi trickami i krok po kroku próbowałem sobie wyobrazić, jak to zrobić. Następnie tylko trzeba było się przełamać psychicznie i próbować – mówi Szymon Godziek, zawodnik dirt jumpingu rowerowego, który uzyskał prestiżowy sponsoring Red Bulla.

Powrót do idei sportu w formie rekreacji jest ważny – rozmowa z trenerem

Warto przywrócić znaczenie gminnym zawodom sportowym, lekkoatletycznym czwartkom dla każdego, sportowi dla zabawy, a nie wyniku. Jestem przekonany, że to sposób na przyciągnięcie dzieci na WF – mówi Marek Kalinowski, były nauczyciel WF, obecnie trener kobiecych zespołów piłkarskich i animator sportu powszechnego dla dzieci i młodzieży.

Z pasji do podróżowania - Wywiad z Izabellą Bykowską

Coraz więcej dzieci ma problemy z organizacją życia na campingu, np. z rozbiciem namiotu.  Ale to nic dziwnego, przecież teraz rodzice bardzo rzadko wyjeżdżają pod namioty, dlatego pobyt na naszym obozie jest dla dzieciaków i młodzieży pierwszym kontaktem z takim wypoczynkiem – mówi Iza Bykowska, która wraz z mężem Jurkiem od ponad 17 lat organizuje aktywne obozy dla dzieci.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

UWAGA! Ten serwis używa plików cookies i podobnych technologii. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na to. Więcej informacji o plikach cookies w dziale Regulamin.