konkurs link

newsletter

  • 26.6.2019, Imieniny obchodzą: Paulina, Jan, Paweł
 
 

Pomorze na rower? Z dziećmi fantastycznie

Bałtyk na rower - doskonale Bałtyk na rower - doskonale

"Zima" jeszcze w pełni, ale chyba już najwyższy czas pomyśleć, gdzie by się wybrać na rowerowy wypad w wakacje. Góry, mazury, a może morze? Dobra, postawmy tym razem na Bałtyk. A my podpowiemy, kiedy i gdzie najlepiej pojechać. 

Na Pomorze wybraliśmy się dwukrotnie. Po raz pierwszy Kajtek miał niespełna 1,5 roku i jak łatwo się domyślić rok później był rok starszy. W czasie pierwszego wyjazdu pokonaliśmy trasę z Ustki do Władysławowa, gdzie zatrzymaliśmy się na chwilę. Stamtąd zrobiliśmy jednodniowy wypad na Hel, a powrót do domu gwarantował nam pociąg z Gdańska, do którego również doturlaliśmy się rowerami. Rok później, czyli tego lata, wyruszyliśmy z Ustki na zachód i okrążając Zalew Szczeciński, dotarliśmy do Szczecina. 


Jak dotrzeć nad morze?
 



Trzęsacz
 

Pewnie znajdą się maruderzy, którzy stwierdzą, że Bałtyk jest za daleko. Ale jak wiadomo to tylko jedna z wielu wymówek, by czegoś nie zrobić, by zrezygnować z wyjazdu. Jesteśmy z Krakowa i dzieli nas od polskiego morza wiele kilometrów, które pokonaliśmy pociągami. Polecamy jednak kupić bilety powrotne z wyprzedzeniem, bo po pierwsze są wtedy tańsza, a po drugie nie staniemy przed problemem braku biletów na tydzień do przodu... Za pierwszym razem wszystkie przedziały rowerowe, którymi podróżowaliśmy (a nasza podróż nad morze była łączona Kraków-Opole, Opole-Oborniki Wlkp., Chodzież-Ustka), były puste, więc mieliśmy do naszej dyspozycji całą przestrzeń. Z małym dzieckiem jest to o tyle wygodne, że nikomu nie przeszkadza, rozłożyliśmy mu karimatę na podłodze i śmigał sobie po całym przedziale. Wiem, że nie wszędzie dojeżdżają pociągi, ale skoro i tak mamy zamiar jechać rowerem to zawsze można podjechać, nawet i 100 km do stacji skąd odchodzą pociągi nad morze. I tak trzeba spakować się w taki sposób, aby dało się w miarę sprawnie wsiadać i wysiadać z pociągu, ale przede wszystkim tak, by jazda z bagażami sprawiała nam radość, a nie żebyśmy przeklinali ilość i ciężar ładunku. Połączenie pociągu z rowerem jest o tyle wygodne, że nie wiążemy się z jednym miejscem, do którego musimy wrócić po samochód. A jedynym prawdziwym minusem tego rozwiązania jest wsiadanie i wysiadanie z pociągu. Dopóki robimy to na dużych lub końcowych stacjach, nie ma problemu, bo spokojnie wszystko wniesiemy. Ale gdy mamy na to tylko minutkę, to robi się zamieszanie... choć oczywiście wszystko jest do przejścia. Przede wszystkim trzeba dobrze się do tego przygotować, bo niestety najczęściej o umiejscowieniu wagonu z możliwością przewozu rowerów dowiadujemy się, gdy pociąg wjeżdża na peron. Rowery z bagażami muszą być zatem tak przygotowane, by można było się szybko przemieścić. Sakwy tylko zahaczone, a nie porządnie przymocowane, przyczepka przygotowana do złożenia, bo niestety nasza nie mieści się w żadnych drzwiach, rowery z zapiętymi sakwami z resztą też nie - swoją drogą to kuriozalne, że przystosowując wagony do przewozu rowerów PKP nie poszerzyło drzwi... może kiedyś się doczekamy. Zawsze na wyjazdy bierzemy ze sobą dużą siatkę Ikea, do której pakujemy wszystkie drobiazgi i skarby Kajtka. Zatem do wpakowania mamy 2 rowery, przyczepkę, 3 komplety sakw, worek transportowy (namiot i karimaty) oraz siatkę Ikea. Logistycznie zazwyczaj wygląda to tak: ja wskakuję z Kajtkiem do pociągu, tata Zbych zaczyna wrzucać sprzęt, a gdy Kajtek jest spokojny i bezpieczny, lecę Zbychowi pomagać. Dobra zabawa gwarantowana…


Najlepsza pora na rowerowanie nad polskim morzem
 



Przygotowani na desant z pociągu
 

Ale wróćmy do morza. Jak się tam dostaniemy, to każdego indywidualna kwestia, jak ktoś chce, to wszystko się da. W tym roku po prostu wsiedliśmy na rowery w Krakowie i przejechaliśmy niemal całą Polskę (odcinek Chodzież-Ustka pokonaliśmy pociągiem) - też się da. Pozostaje kwestia kierunku i miejsc, które chce się odwiedzić. W tym roku ruszyliśmy z Ustki na zachód i najbardziej obawialiśmy się wiatru, bo jak wiadomo w Polsce dominują wiatry zachodnie. I tu zostaliśmy niesamowicie zaskoczeni, bo mieliśmy może 1 dzień w ciągu dwóch tygodni, kiedy musieliśmy trochę powalczyć z wiatrem. Ale może jesteśmy farciarzami. Druga sprawa, to kiedy wybrać się nad polskie morze, by pogoda była jako taka. My dwukrotnie wybraliśmy sierpień i trafiliśmy idealnie. Może super wysokich temperatur nie było, ale przynajmniej rzadko spotykaliśmy deszcz.


I co tu robić po drodze? Czyli atrakcji moc
 



Nowa infrastruktura rowerowa w okolicach Kołobrzgu
 

I co tu robić po drodze? Przede wszystkim cieszyć się drogą i jazdą, bo trasy nad Bałtykiem wyglądają coraz lepiej. Miasta i gminy budują drogi rowerowe i ciągi pieszo-rowerowe, niestety często z kostki, ale lepsze to niż poruszanie się ruchliwą drogą wśród samochodów. Szlaki rowerowe poprowadzone są często leśnymi traktami za pasmem wydm i czasami grzęźliśmy w piachach albo topiliśmy się w bagnach, jednak te drogi to też czysta natura, więc mimo trudności warto się nimi poruszać. Jedynym miejscem, które odradzamy dla rodzin z przyczepkami, to trasa z Kluk do Łeby. Oficjalna tablica informuje o szlaku rowerowym, który ciągnie się przez 8 km, pod spodem ktoś markerem dopisał 8km/8h hard core i niestety coś w tym jest. Są to tereny podmokłe, torfowiska wśród których poprowadzona jest "droga" i rozumiem kałuże i nierówności, które są naprawdę znaczne, bo są to zupełnie naturalne sprawy. W niektórych momentach jedziemy po drewnianych pomostach. Tylko niestety pomosty często są wybrakowane, po prostu zniszczone i przejazd z przyczepką był niemożliwy. Kilkakrotnie musieliśmy ją przenosić, a wiadomo, że jest to bardzo uciążliwe, szczególnie w chmarze komarów. Tak czy siak, w Klukach warto zajrzeć do Skansenu Wsi Słowińskiej i do karczmy na obiad. Bardzo pozytywnym zjawiskiem jest udostępnianie dla turystów terenów wojskowych, których na pomorzu jest bardzo dużo. Najczęściej drogi to płyty betonowe, więc specjalnego komfortu jazdy nie ma, ale trasy te najczęściej znacznie skracają drogę, bo są poprowadzone równolegle do linii brzegowej, a poza tym niedopuszczony jest tam ruch samochodowy.

 



Byłe tereny wojskowe otwierają się na turystów rowerowych
 

Kolejnym wielkim atutem Pomorza na rower jest względna mała różnica wzniesień, więc jazda sprawia prawdziwą frajdę bez większego wysiłku. Choć bywają i ciężkie podjazdy, jak np. wyjazd do latarni Stilo. Rzecz jasna latarnie nad morzem to rzecz obowiązkowa, bo to nie lada atrakcja dla maluchów. Co prawda w regulaminie zwiedzania polskich latarń jest zapis, że dzieci do 4. roku życia nie mogą wchodzić na latarnie, ale nigdzie nie mieliśmy z tym problemu. Ale wiem ze sprawdzonego źródła, że córka mojego brata, której brakowało 3 miesiące do skończenia 4 lat, nie została wpuszczona na latarnię w Rozewiu. Jednak największą atrakcją polskiego morza są bez wątpienia piaszczyste plaże. Mając to na uwadze, w przyczepce obok Kajtka jechało z nami wiaderko, łopatka i kilka foremek. Fantastyczną sprawą jest mobilność w czasie wyjazdu rowerowego. Nie musimy więc korzystać z zatłoczonych i często bardzo brudnych plaż przy kurortach, bo poświęcając 15 minut na oddalenie się od tych miejsc możemy trafić na zupełnie puste, czyste i urokliwe fragmenty plaż. Budowanie zamków z piasku bez petów i innych "skarbów" jest dużo przyjemniejsze i bezpieczniejsze. Mi ogromną radość sprawiały również kąpiele w Bałtyku. Uwielbiam wodę, niezależnie od tego czy słona, czy słodka, czy ciepła, czy zimna, tym bardziej jak można pobawić się trochę na falach. Nasz maluch nie podzielał jednak mojego entuzjazmu, stwierdzając, że jest za zimno odmawiał wejścia do wody.
 



Latarnia w gąskach
 

Po drodze mija się wiele atrakcji i aż trudno "zaliczyć" wszystkie. Te, z których skorzystaliśmy i utkwiły w pamięci, jest na pewno Fokarium na Helu, wcześniej wspomniany Skansen w Klukach oraz Muzeum Motyli we Władysławowie (w Domu Rybaka).


Gdzie spać, gdzie jeść?

 



Jeden z leśnych noclegów, okolice Świnoujścia
 

Na wyjeździe nie korzystaliśmy z płatnych noclegów, gdyż rozbijaliśmy namiot na dziko lub po uprzednim ustaleniu z właścicielem posesji. Jednak miejsc noclegowych nad polskim morze nie brakuje. Jeśli ktoś preferuje namiot, ale w nieco pewniejszej wersji, ma do wyboru cały szereg pól namiotowych, które bardzo często zlokalizowane są bardzo blisko morza. Noclegi w pensjonatach, domach wypoczynkowych czy kwaterach różnią się standardem i oczywiście ceną. Miejsca położone nieco dalej od plaż i centrum miejscowości są z reguły tańsze, a jeśli mamy rowery to nic nie stoi na przeszkodzie skorzystać właśnie z takich miejsc i zaoszczędzić kilka groszy na dodatkowe porcje lodów.

 



Śniadanie na plaży
 

Kwestie żywieniowe rozwiązywaliśmy bardzo różnie, od gotowania na kuchence gazowej po stołowanie się w lokalach. Będąc nad morzem, obowiązkowo trzeba odwiedzić chociaż jedną smażalnię i wybrać oczywiście rybę poławianą w Bałtyku, omijając szerokim łukiem pangi bądź maślane ryby. Dobrą i tanią opcją jest korzystanie z jadłodajni w domach wczasowych lub ze stołówek w szkołach, które często w okresie letnim przystosowywane są do przyjmowania gości. Poza tym w każdej nawet najmniejszej mieścinie znajdzie się sklep, w którym bez problemu zaopatrzymy się w przekąski, batoniki czy "materiały" na śniadanie i kolację, które warto organizować sobie na plaży. Jednak trzeba pamiętać, że nad morzem zdecydowanie bardziej wieje i konieczne jest chronienie się od wiatru, chyba że lubimy kanapki z dodatkami. Oczywiście nie woziliśmy ze sobą przez pół polski parawanu. Ale grodziliśmy się najczęściej rowerami i rozłożoną plandeką (waży niewiele i zajmuje mało miejsca) lub tropikiem namiotu. Takie rozwiązanie sprawdzało nam się doskonale, bo plandeka jest również świetna na wypadek deszczu, który spotkać nas może wszędzie. Dlatego też w naszych bagażach zawsze znajdują się peleryny rowerowe, które są dłuższe od kurtek, dzięki czemu podczas jazdy nogi również pozostają suche.

 

Nieco techniki okołorowerowej

 



Dziecko też zmęczyć się musi. Zabranie rowerka biegowego na wyjazd był jednym z lepszych pomysłów
 

Pytaniem, które pojawia się zazwyczaj podczas dłuższej wycieczki, są kwestie sprzętowe, zarówno rowerowe, jak i około wyjazdowe. Oczywiście można przemieszczać się wehikułami, kosztującymi „kilka średnich krajowych”, ale można także lekko przerobionym 20-letnim Rometem. Co prawda był to jego ostatni wyjazd, ale służył dzielnie, zaliczając niejeden kraj. Ważne, żeby swój rower znać, zabrać ze sobą podstawowe narzędzia i wiedzieć, jak dokonać najprostszych napraw. Z przyczepką rowerową nie jest już tak prosto. W naszym kraju w dalszym ciągu są one rzadko spotykane, w związku z czym zakup dobrej przyczepki przekraczać może wartość złożenia przyzwoitego roweru. Niestety rynek przyczepek używanych zdominowany jest przez stare modele ściągnięte z zachodu, które można określić mianem "przyczepek parkowych". Wiemy o czym mówimy, ponieważ nasza też do takich należała. Piszę należała, ponieważ po Pomorzu nadaje się jedynie do muzeum, bądź na krótkie wypady w miasto. Wodoodporność naszej przyczepki po kilku wyjazdach stałą się kwestią umowną, przez co trzeba było stosować domowe sposoby poprawiania tego istotnego parametru. System mocowania kół wyrobił się po kilkuset kilometrach leśnych dróg, pełnych korzeni, dziur i kamieni. Mieliśmy świadomość szybkiej degradacji naszej przyczepki, szczególnie czytając instrukcję obsługi, zalecającą „krótkie podróże po parkowych alejkach z prędkością nie przekraczającą 10 mph". Warunki trudne do spełnienia, jeżeli chce się wyjechać gdziekolwiek poza miasto.


Lecz nie samym rowerem człowiek żyje. Kwestią bagatelizowaną przez część rowerzystów jest sposób przewożenia bagażu. Podejście typu „sakwa może być byle jaka, najwyżej wszystko wrzucę do worka” sprawdza się maksymalnie przez dwa deszczowe dni, bądź do pierwszego zbierania naszego szpeju z drogi na przestrzeni kilkudziesięciu metrów. Łatwo ściągalne, wodoodporne sakwy nie są ogromnym wydatkiem, a spokój podczas ulewy bądź przy pakowaniu się do pociągu trudno przecenić. Dodatkowo wspomniany wcześniej komplet kuchenny, nieduży namiot, trochę ubrań i już możemy myśleć o przyjemnych tygodniach rowerowania.


My do Pomorza na rowerach przekonaliśmy się w 100 proc. Jasne, można trafić na różną pogodę, taki mamy klimat, możemy trafić na niesprzyjający wiatr, ale wszędzie może nas to spotkać, a poza tym wiadomo, że rowerzystom zawsze wieje w twarz. Ale zapewnione mamy piękne, piaszczyste plaże, atrakcje w postaci latarni morskich, przyjemne trasy, omijające główne drogi. Przekonaliście się? Naprawdę warto.


Ola 'Fasola' Pająk-Gałęza kajtostany.peron4.pl

 

Opublikowano w: Gdzie na wypad

Czytaj także

Na Baranią Górę – WISŁA

Jednym z wyzwań, jakie rzuciłam naszej rodzince, było zdobycie szczytu Barania Góra. Dla niektórych być może to pryszcz, ale dla nas okazało się niezłym wyczynem.

Weekend w Gorcach – okiem Czytelników

Słysząc o uprawianiu rodzinnych sportów zimą, zazwyczaj myślimy o jeździe na nartach, sankach, łyżwach, jednak rzadko przychodzi nam do głowy, że można by się było wybrać z dziećmi w góry. Faktem jest, że zimowe górskie wędrówki z maluchami są trudniejsze niż letnie, ale również możliwe.

Wybieramy hotel na wakacje z dzieckiem

Początek czerwca to już ostatni dzwonek, aby rozejrzeć się za miejscem i obiektem na wakacje z dzieckiem. Organizatorzy letniego wypoczynku prześcigają się w pomysłach i promocjach, ale w całym tym zamieszaniu warto zwrócić uwagę na kilka elementów, które spowodują, że dorośli  odpoczną  a dzieci nie będą się nudzić!

Questing - pozwól mi zrobić, a zrozumiem…

Słowo questing na stałe wpisało się w słownik pojęć związanych z turystyką. Ale czy wiemy czym on naprawdę jest, skąd przywędrował i jakie wartości pomaga przekazywać?

Weekend z dzieckiem w Polsce – gdzie dzieci nie będą się nudzić?

Wakacje to ulubiony okres w roku dla naszych dzieci, a dla pracujących rodziców to wyzwanie jak zaplanować im czas, by nie było w nim miejsca na nudę. Dla dzieci szczególnie rozwojowe są rodzinne wypady w miejsca, w których oprócz rozrywki, doświadczą i nauczą się czegoś nowego. Z myślą o rodzicach, którzy szukają ciekawych pomysłów na rodzinną wycieczkę, HomeToGo przygotowało propozycje miejsc w Polsce na weekendowe wyjazdy z dzieckiem. 

Komentarze

sobota, 05 kwiecień 2014 15:00 napisane przez kajtostany

Zachodnia część wybrzeża Bałtyku jest zdecydowanie lepiej zagospodarowana jeśli chodzi o drogi rowerowe, szlaki rowerowe. Są w lepszym stanie i jest ich więcej. Pod tym względem zachód, ale cóż... najlepiej przejechać całość:)

środa, 26 luty 2014 21:44 napisane przez Magda

Dziękujemy :) Dla nas temat jak znalazl, bo właśnie planujemy rowerowy pobyt nad Baltykiem. Tylko ciężko się zdecydować gdzie będzie najlepiej. Tak więc czytamy :)

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

UWAGA! Ten serwis używa plików cookies i podobnych technologii. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na to. Więcej informacji o plikach cookies w dziale Regulamin.