konkurs link

newsletter

  • 22.8.2018, Imieniny obchodzą: Maria, Cezary, Tymoteusz
 
 

"Mundial. Opowieści niesamowite" - przeczytaj fragment!

"Mundial. Opowieści niesamowite" - przeczytaj fragment!
Kapitan reprezentacji Francji powalający „z byka” rywala w finale mistrzostw świata... Tajemnicza choroba tuż przed rozstrzygającym meczem... Piłkarskie oszustwo stulecia i wyjątkowy pojedynek dwóch gigantów futbolu... O tym wszystkim dowiecie się z tej książki. Leo Messi, Cristiano Ronaldo, Neymar, Luis Suárez, a także Zinedine Zidane, Ronaldo, Diego Maradona… "Mundial. Opowieści niesamowite" odsłaniają kulisy fascynującej walki o najwyższe futbolowe trofeum – Puchar Świata. Pokazują, jak bezpardonowa i nieustająca jest piłkarska rywalizacja.

Przeczytajcie fragment książki dotyczący Diego Maradony:
 
Kapitan reprezentacji Francji powalający „z byka” rywala w finale mistrzostw świata... Tajemnicza choroba tuż przed rozstrzygającym meczem... Piłkarskie oszustwo stulecia i wyjątkowy pojedynek dwóch gigantów futbolu... O tym wszystkim dowiecie się z tej książki. Leo Messi, Cristiano Ronaldo, Neymar, Luis Suárez, a także Zinedine Zidane, Ronaldo, Diego Maradona… "Mundial. Opowieści niesamowite" odsłaniają kulisy fascynującej walki o najwyższe futbolowe trofeum – Puchar Świata. Pokazują, jak bezpardonowa i nieustająca jest piłkarska rywalizacja. Przeczytajcie fragment książki dotyczący Diego Maradony:
 
AKT PIERWSZY, CZYLI RĘKA I SĘDZIOWSKI „WIELBŁĄD”
 
Diego Maradona jest o18 centymetrów niższy od Petera Shiltona (wymawiaj: Sziltona). Argentyński ofensywny pomocnik ma 165 centymetrów wzrostu, angielski bramkarz ma tych centymetrów 183 (tak na marginesie – wcale nie tak dużo jak na gracza na tej pozycji). Co ich łączy? Obaj są bohaterami prawdopodobnie największego, a niewątpliwie najgłośniejszego skandalu w dziejach mundiali.
 
Strzeliliście kiedykolwiek gola ręką w meczach, w szkole czy klubie? Pewnie nie. A Maradona strzelił! I to nie byle gdzie, bo w ćwierćfinale mistrzostw świata, w którym to Argentyna mierzyła się z Anglią. Na oczach 115 tysięcy kibiców na trybunach i ponad dwóch miliardów widzów przed telewizorami. Mało tego – sędzia trafienie uznał!
 
Wszystko miało miejsce w  niedzielę 22 czerwca 1986 roku na słynnym Estadio Azteca w stolicy Meksyku, która nazywa się tak samo jak kraj, czyli też Meksyk (a konkretnie Miasto Meksyk, Ciudad de México). W 51. minucie meczu, kiedy było 0:0, angielski pomocnik Steve Hodge (wymawiaj: Stiv Hodż) źle wybił piłkę i ta zamiast lecieć w kierunku połowy rywala, leciała ku bramce Anglików i spadała właśnie na piąty metr przed nią. Jak z procy wyskoczyli do niej Shilton i Maradona.
 
Jako że Shilton był ewidentnie wyższy od Maradony, wydawało się oczywiste, że to jego ręka, a nie głowa Argentyńczyka trafi w piłkę. Tymczasem… Ku zdumieniu wszystkich sekundę później piłka przepięknie wpadła sobie do siatki, a uszczęśliwiony, liczący sobie wówczas 26 wiosen Diego Maradona pogalopował ku trybunom, dumnie wypinając pierś, jak gdyby strzelił właśnie główką pełnoprawnego, pięknego gola. 1:0. Dla Argentyny.
 
Czyżby więc Diego wyskoczył wyżej od bramkarza Anglii? Oczywiście, że nie. Chłopak po prostu strzelił gola… ręką!
 
W telewizyjnych powtórkach do dziś nie widać wprost, że Maradona zagrał ręką. Dopiero zatrzymanie klatek sprawia, że sztuczka Diega jest widoczna jak na – nomen omen – dłoni: kapitan Argentyny po prostu sprytnie uniósł lewą rękę nad swoją bujną czuprynę i zewnętrzną stroną ręki lekko trącił piłkę. Ot co.
 
Inna sprawa, że Peter Shilton nie zachował się najlepiej przy tej interwencji. Bramkarz przecież może grać rękami, a  różnica wzrostu między nim a Maradoną powinna była spowodować, że bez trudu złapie piłkę. Stało się jednak inaczej i kibice do dziś jeszcze mają o czym mówić i co wspominać.
 
No dobrze, ale czy nikt na boisku tego nie zauważył? Oczywiście, że zauważył. I to niejeden. Kilku angielskich piłkarzy widziało siatkarskie zagranie Argentyńczyka. Otoczyli tunezyjskiego arbitra, Alego Bin Nassera, i gorączkowo przekonywali go, że gol nie może być uznany.  Niestety, Tunezyjczyk uparcie wskazywał na środek boiska, nakazując wznowienie gry. Skoro tak – to znaczy, że nie widział całej sytuacji. A skoro nie widział – to znaczy, że źle wykonywał swoje obowiązki. On sam powiedział później dziennikarzom, że oślepiło go słońce, a kiedy zobaczył, że arbiter boczny, Bułgar Bogdan Doczew, nie podniósł chorągiewki i natychmiast pobiegł w kierunku linii środkowej, postanowił gola uznać.
 
Szkoda tylko, że prawdopodobnie nie zrozumiał, co się tak naprawdę stało, bo w bo w samym wywiadzie stwierdził również, że jego zdaniem „spisał się dobrze”.
Czujecie?

Gość, który uprawomocnił największy skandal w historii mundialu, nie ma sobie nic do zarzucenia! A przecież zrobił coś, co nasz były znakomity bramkarz Jan Tomaszewski określiłby słowem nie „błąd”, lecz… „wielbłąd”.
 
AKT DRUGI, CZYLI „GOL STULECIA”
 
Do kwestii gola z 51. minuty jeszcze wrócimy, bo to dopiero początek całego skandalu, ale na razie wracajmy do meczu. Jak już wiecie, sędziowie pobiegli ku linii środkowej i, czy się to komuś podobało, czy nie, gra została wznowiona. A zaraz potem… Zaraz potem stała się rzecz niezwykła, która również przeszła do historii futbolu.
 
Może się to wydać nie do uwierzenia, ale już cztery minuty później, w  55. minucie meczu, ten sam Diego Maradona strzelił… „gola stulecia”! Tym razem jak najbardziej prawidłowego. I tak pięknego, że aż brakuje przymiotników, by go opisać. To był gol zachwycający. Oszałamiający. Boski.To było jak… Dotknięcie geniuszu.
 
Diego Maradona ruszył z piłką jeszcze z własnej połowy po otrzymaniu podania od swojego obrońcy, Héctora Enrique (wymawiaj: Ektora Enrike). Po drodze minął 5 rywali (słownie: pięciu!!!) tak szybko i tak naturalnie, jak pendolino mija stojące przy trasie drzewa. Po przebiegnięciu dobrych 60 metrów szóstym zwodem położył na ziemi Shiltona, po czym... Swoją „złotą” lewą nogą wbił piłkę do pustej bramki. Wszystko trwało jakieś 10 sekund. Świat oniemiał. Takiej akcji w dziejach mundialu nigdy wcześniej nie było i raczej już nie będzie.
 
Co na to Anglicy?
 
Zdruzgotani najpierw nieprzepisowym golem, a potem fenomenalnym dryblingiem Maradony zawodnicy angielscy, o dziwo, nie załamali się. Ich trener, Sir Bobby Robson (wymawiaj: Bobi Robson), dokonał dwóch zmian i wprowadził na boisko dwóch graczy ofensywnych: lewego skrzydłowego Johna Barnesa i  ofensywnego pomocnika Christophera Waddle’a  (wymawiaj: Dżona Barnsa, Kristofera Ładla).

Zmiany przyniosły zamierzony skutek, bo gra Anglików wydatnie przybrała na intensywności w ofensywie. Niestety sukces był tutaj połowiczny – Anglii udało się „odgryźć” Argentynie tylko raz.
 
W 81. minucie słynny angielski napastnik Gary Lineker z podania Johna Barnesa zdobył gola na 2:1.
Był to jego 6. – i ostatni – gol w  tym turnieju (jak się później okaże, wystarczył jednak, by równolatek Maradony, 26-letni wtedy Lineker został królem strzelców meksykańskiego mundialu. Warto wiedzieć, że Gary Lineker strzelił hat-tricka w ostatnim meczu grupy F przeciwko Polsce na tym samym mundialu).

Niestety, do końca meczu nikomu z jego kolegów nie udało się wyrównać. Mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla Argentyny. Zespół Diega Maradony przechodził do półfinału. Anglicy mogli pakować walizki.
 
A teraz mały, ale prawdziwy dowcip o „golu stulecia”. Wiecie, co Héctor Enrique powiedział przewrotnie po jakimś czasie w jednym z wywiadów?
 
„Wszyscy tylko «Maradona» i «Maradona». A nikt nie pamięta, że to ja mu podałem piłkę w tej akcji”. Cóż, po obejrzeniu, co zrobił z  piłką „boski Diego”, trudno się nie uśmiechnąć, czytając słowa Héctora.
 
I jeszcze jedna ciekawostka. Zgadniecie, z kim po meczu wymienił się koszulką Diego Maradona? Nie, nie z Peterem Shiltonem. Ze Steve’em Hodge’em. Autorem owej feralnej „asysty” z 51. minuty meczu! Kilkanaście lat później angielski piłkarz przekaże koszulkę Narodowemu Muzeum Futbolu (National Football Museum) w Manchesterze.
 
AKT TRZECI, CZYLI CO SIĘ DZIAŁO PO MECZU
 
Tego, co działo się po meczu, łatwo się domyślić. Media aż huczały – z podziwu i oburzenia jednocześnie. No bo z jednej strony – bramka stulecia. Ale z drugiej – oszustwo stulecia też! No i nie byłoby pewnie drugiego bez pierwszego.
Czemu?
 
Dobrze wyjaśni to po meczu trener Anglii Sir Bobby Robson:
– Nie mogliśmy się pozbierać po tym oszustwie. Chłopcy patrzyli na mnie bezradnie. Oczekiwali, że coś zrobię. Ale co ja mogłem? Miałem przerwać mecz? Jak? Decyzje sędziego są przecież nieodwoływalne.
 
Z  kolei angielski środkowy obrońca, Terry Butcher (wymawiaj: Tery Baczer), zdradzi w wywiadzie:
– Maradona nas ośmieszył. Cały czas w głowach mieliśmy jeszcze jego oszustwo, a on mijał nas jak tyczki. I w końcu wpakował piłkę do bramki.
Absolutnie da się go zrozumieć.
 
Anglicy musieli się w końcu pogodzić z tym, że wbito im nieprzepisowego gola. Nie było wtedy jeszcze systemów wideo pozwalających na natychmiastowe wychwycenie takiego zagrania, a przepisy piłkarskie zdecydowanie zabraniają zmiany decyzji sędziego po zakończeniu meczu. Chociaż…
 
Niektórzy fachowcy twierdzili później, że była szansa na odwrócenie kuriozalnego biegu wydarzeń.
 
Jaka?
 
Zespół Anglii powinien był po prostu… zejść z boiska. Jest to, co prawda, zachowanie wybitnie niesportowe i grozi za nie walkower, ale akurat w tym przypadku do czasu zebrania się szacownej komisji FIFA w kwestii walkowera byłoby już jasne, że Maradona strzelił gola ręką, a działacze federacji mogliby nie zaryzykować wyrzucenia Anglików z turnieju. Mecz musiałby zostać powtórzony.
 
Dramatyzmu całej sprawie dodawał fakt, że oba kraje – Argentyna i Anglia – były od kilku lat w stanie ostrego konfliktu politycznego. Cztery lata wcześniej stoczyły bowiem regularną walkę o Falklandy – archipelag kilkuset wysp i wysepek położonych niedaleko wybrzeży Argentyny, a w dawnych latach skolonizowanych przez Anglików.
 
Należące do Wielkiej Brytanii Falklandy (zwane przez Argentyńczyków Malwinami, Islas Malvinas) w marcu 1982 roku zostały zaatakowane przez wojska argentyńskie z rozkazu rządzącej wtedy w Argentynie junty (wymawiaj: hunty) wojskowej. Konflikt trwał ponad 2 miesiące, do czerwca, kiedy to wysłane z Europy wojska brytyjskie odbiły wyspy, a rządząca w Argentynie junta upadła.
 
W efekcie Falklandy do dziś pozostają we władaniu Wielkiej Brytanii. I choć oba państwa oficjalnie nigdy nie były w stanie wojny, to bitwy o Falklandy-Malwiny pochłonęły w sumie 258 ofiar śmiertelnych po stronie żołnierzy angielskich i 655 po stronie wojsk argentyńskich.
 
Nic więc dziwnego, że cztery lata później ćwierćfinał mistrzostw świata Argentyna – Anglia był traktowany przez kibiców obu krajów, zwłaszcza przez Argentyńczyków, bardzo emocjonalnie. Doszło nawet do tego, że na mundialu niektórzy dziennikarze argentyńscy nie używali słowa „Anglia”, ale „ta druga drużyna”.
 
Z kolei sam Diego Maradona po meczu stwierdził: „Przed ćwierćfinałem powiedzieliśmy sobie, że mecz nie ma nic wspólnego z wojną o Malwiny, ale jednak był to nasz odwet”.
Opublikowano w: Sportowa czytelnia

Czytaj także

Idealny trening zapisany w genach – czyli jak wybrać odpowiednią dyscyplinę sportową dla swojego dziecka?

Współczesny rozwój medycyny pozwala na wykrycie choroby jeszcze w wieku prenatalnym. Dzięki temu lekarze mogą ocenić ryzyko wystąpienia wad rozwojowych i chorób oraz powstrzymać je zanim staną się groźne dla małego pacjenta. Jednakże niewielu rodziców zdaje sobie sprawę z faktu, iż badania genetyczne mogą również pomóc dobrać odpowiednią dietę i pomóc w określeniu predyspozycji sportowych dziecka. Dodatkowo, badania mogą wykazać, że dyscyplina sportowa wybrana wcześniej  przez dziecko nie jest dla niego odpowiednia i warto rozważyć zmianę. Jest to znakomite rozwiązanie dla rodziców zmagających się z problemem dobrania odpowiedniego sposobu spędzania wolnego czasu dla swojej pociechy.

Sztuki walki w przedszkolu – często śmiesznie, czasem strasznie, nigdy nudno

W przedszkolnej sali gimnastycznej – ruch jak w ulu. Pięciolatki ubrane w białe płócienne stroje przewiązane pasem, biegają, kręcą się, skaczą. Nie wszystkie mają na sobie typowo treningowy ubiór, na przykład Kasia – przyszła dziś na zajęcia w bluzie z Hello Kitty, a Maciek z nadrukiem Zygzaka McQueena. 

„Mundial. Opowieści niesamowite” – recenzja

Gratka dla wszystkich fanów futbolu! Piłkarskim świętem jest Puchar Świata, a ta książka odsłoni wszystkie tajemnice zaciętych zmagań o to najważniejsze trofeum. Piłkarze są gotowi stoczyć o nie zaciekłą walkę…

Twoje dziecko trenuje? Sprawdź, czy ruch to zawsze zdrowie

Aktywność fizyczna jest ważna zarówno w życiu dorosłych, jak i dzieci – wzmacnia mięśnie, pomaga w utrzymywaniu prawidłowej postawy ciała, a nawet podnosi odporność. Do tego dla najmłodszych uprawianie sportu, który lubią, to po prostu świetna zabawa. Tylko czy w przypadku maluchów rzeczywiście ćwiczenia mają same plusy?

Łyżwiarstwo figurowe – pierwsze kroki

Zima już co prawda powoli nas opuszcza i wielu z was pewnie uzna, że to czas, żeby odłożyć łyżwy w kąt czy schować je do piwnicy. Jednak zanim to zrobicie, zastanówcie się przez chwilę, bowiem trenować można w wielu miastach dłużej niż od grudnia do marca, a łyżwiarstwo to jedna z tych dyscyplin sportowych, które bardzo wszechstronnie rozwijają nasze dzieci. I to już od najmłodszych lat, gdyż zacząć można od czwartego, piątego roku życia.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

UWAGA! Ten serwis używa plików cookies i podobnych technologii. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na to. Więcej informacji o plikach cookies w dziale Regulamin.