konkurs link

newsletter

  • 26.3.2019, Imieniny obchodzą: Teodor, Emanuela, Larysa
 
 

Krynica Zdrój i okolice - mały narciarski raj

Stok w Tyliczu Stok w Tyliczu fot. Ewa Świerżewska

W ostatnich latach zima nas w Polsce nie rozpieszcza. Doszło już do tego, że nie można mieć pewności, iż w grudniu w górach będzie wystarczająco dużo śniegu, by swobodnie jeździć na nartach. My jednak się nie poddajemy i w okresie między Świętami a Nowym Rokiem odwiedzamy górskie miejscowości. W tym roku padło na Krynicę Zdrój, choć, jak się okazało już w trakcie pobytu, to wcale nie tam spędziliśmy najwięcej czasu na stokach.

Jeszcze dwa dni przed naszym wyjazdem w góry w Warszawie lało, a kamerki ze stoków w Krynicy i okolicach prezentowały skrawki mokrego, brudnego śniegu, który ostał się po fali wysokich temperatur i opadów deszczu. Jednak jako że prognozy pozwalały na umiarkowany optymizm, postanowiliśmy zaryzykować. Jak się później okazało - była to dobra decyzja.

Choć na początku pobytu główna atrakcja samej Krynicy, czyli Jaworzyna, nie wyglądała najlepiej, a dwie otwarte trasy nie zachęcały nas do stania w sporych kolejkach, postanowiliśmy pozwiedzać okolicę i udaliśmy się do Muszyny, na stok Szczawnik, wchodzący w skład kompleksu Dwie Doliny - Wierchomla - Muszyna. 
 

Szczawnik
Na górze trasy Szczawnik I

Szczawnik
Wyciąg Szczawnik I


Był to strzał w dziesiątkę, jedyny problem stanowił silny, lodowaty wiatr. Warunki jednak na otwartej głównej trasie były całkiem dobre, jak na to, czego się spodziewaliśmy. Armatki pracowały bez wytchnienia, by w kolejne dni było jeszcze lepiej. Zaopatrzyliśmy się w karnety od 9 do 15 i przez cały czas, z krótką przerwą na gorącą herbatę i coś na ząb, jeździliśmy. 

Wieczorem jeszcze wybraliśmy się na basen w hotelu Damis - całkiem przyzwoity, o dł. ok 22 metrów, tak że dało się nawet popływać.

Kolejnego dnia postanowiliśmy wypróbować stok w Tyliczu, na którym znacznie mniej wiało. Tłoku znów nie było, dzięki czemu udało nam się obrócić na nim kilkanaście razy. Infrastruktura dla narciarzy jest tu bardzo dobra, szkoda tylko, że ze względu na niewielką ilość śniegu nie mogliśmy skorzystać ze wszystkich tras.
 

Tylicz
Wyciąg w Tyliczy podczas śnieżycy


Na zakończenie dnia wybraliśmy się na kryte lodowisko w Krynicy, które cieszy się dużą popularnością, zarówno wśród miejscowych, jak i turystów. 
 

Lodowisko w Krynicy
Lodowisko w Krynicy


W czasie tygodniowego pobytu ponownie odwiedziliśmy Szczawnik i na nartach (trasy łączące nie były czynne) przemaszerowaliśmy na drugą stronę - do Wierchomli, a potem z powrotem do Szczawnika - powrót był nieco męczący, ale daliśmy radę.
 

Szczawnik
Wyciąg Szczawnik II, w drodze na drugą stronę, do Wierchomli


W Nowy Rok przyszła kolej na Jaworzynę. Zakładaliśmy, że rano nie będzie ludzi, a i warunki były coraz lepsze. Pół dnia jeździliśmy gondolkami, a gdy zrobiła się niewielka kolejka do nich, przenieśliśmy się na idące równolegle krzesło, z którego nikt nie korzystał. Dzięki temu naprawdę się najeździliśmy.
 

W kolejce na Jaworzynę
W kolejce linowej na Jaworzynę


Ostatniego dnia, jako że mieliśmy już niewiele czasu przed powrotem do Warszawy, wybraliśmy się zbadać jeszcze jeden stok - Słotwiny. Dzieci z radością odkryły, że jest tam ich ulubiony typ wyciągu - orczyk z "kotwiczką". Jeździliśmy na dwóch całkiem stromych, ale szerokich trasach, znów ani chwili nie spędzając w kolejce.

Słotwiny
Na Słotwinach


I choć wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że z nart na przełomie roku nic nie wyjdzie, jeździliśmy przez siedem dni, a do tego skorzystaliśmy z basenu i lodowiska. Jak widać, jadąc do Krynicy, warto pojeździć też po okolicy i wypróbować znajdujące się tam trasy narciarskie. Niestety trzeba też pamiętać o grubym portfelu, bo ceny wyciągów potrafią zaskoczyć (skipass dzienny na Jaworzynie Krynickiej kosztuje 105 zł - normalny, 85 zł - ulgowy; skipass od 9 do 15 w Szczawniku - 75 zł, nie ma ulgowych).

Tekst i fot. Ewa Świerżewska
 

Opublikowano w: Gdzie na wypad

Czytaj także

Zamek i palmy, czyli okolice Góry Kalwarii na rowerze

Jesień to świetny czas na rowerowe wycieczki - nie jest już tak gorąco, jak w lecie, a długość dnia wciąż pozwala, by spędzić kilka godzin poza domem. W pierwszą październikową sobotę wybraliśmy się z Wilanowa na południe - do Góry Kalwarii, Czerska i Pęcławia. Trasa o łącznej długości 77 km - w znacznej mierze nam znana, znów świetnie się sprawdziła. Tym razem podziwialiśmy uginające się pod owocami gałęzie jabłoni, a także traktory zwożące jabłka do skupu.

Rodzinna majówka na rowerach – propozycje SportowejRodziny.pl na majowy weekend

Przed nami długi majowy weekend, który warto wykorzystać na rodzinne wycieczki rowerowe. Choć nie uda nam się przedstawić chociażby namiastki z wielu atrakcyjnych rejonów Polski, mamy nadzieję, że wybrane przez nas zestawienie będzie dla was inspiracją i spędzicie majowy weekend aktywnie w gronie rodzinnym.

W góry z dziećmi? Oczywiście! – Beskid Sądecki

Osobiście uważam, że najlepiej można wypocząć w górach – wędrując, śpiewając, słuchając odgłosów przyrody, odkrywając jej bogactwo i ciesząc się jej bliskością, sycąc wzrok pięknymi widokami i oddychając pełną piersią.

Rezerwat Meteoryt Morasko – (pre)historia z kosmosu!

Jednym z naszych ulubionych miejsc na szybki wypad za miasto jest teren rezerwatu Meteoryt Morasko. Świetnie nadaje się na cel rowerowej wycieczki z przyczepką, na przyjemny spacer czy biegi w urozmaiconej okolicy.

Nasze sportowe wakacje - Karpacz i Szklarska Poręba

W 2008 roku, po krótkim pobycie nad morzem, postanowiliśmy wykorzystać końcówkę wakacji i odwiedzić góry. Stanęło na wypadzie do Karpacza i Szklarskiej Poręby.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

UWAGA! Ten serwis używa plików cookies i podobnych technologii. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na to. Więcej informacji o plikach cookies w dziale Regulamin.